Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 092 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Te kocie ruchy

środa, 16 października 2013 18:00

 

Człowiek powinien się uczyć na cudzych błędach, bo sam popełnić wszystkich nie zdoła.

Joanna Chmielewska

 

Tales z Miletu obserwując gwiazdy, wpadł w ciemności do studni. Wtedy piękna niewolnica rzekła, że chciał zobaczyć, co się dzieje na niebie, a nie dostrzegł tego, co znajduje się pod jego nogami…

 

Kraków… Miało być o rzeźbie Luci di Nara Igora Mitoraja. O Tadeuszu Kantorze, jego Umarłej klasie. O relacji uczeń – mistrz, czyli wpływie Kantora na decyzję Mitoraja, odnośnie porzucenia awangardy i powrotu do najstarszej formy rzeźby, skupieniu się na człowieku, jako jedynym temacie twórczości. Miało być o Niedzielach dla Tańca, Balecie Dworskim Cracovia Danza i Szachach wg Kochanowskiego…

 

I na swój sposób było. Bo niektóre rzeczy można zobaczyć, tylko kiedy komuś… zsunie się z twarzy żelazna maska?

 

Wieczór po szkoleniu. Weszliśmy do restauracji. Mieliśmy szybko coś przekąsić i potem zwiedzać miasto. Szumnie powiedziane, bo Kraków to w XIV wieku miał tylko 22 ulice. A teraz?

Przeglądaliśmy menu. Obok nas, przy sąsiednim stoliku siedziała para młodych ludzi. Grali w bierki? Wszyscy zaczęliśmy się dyskretnie przyglądać.

 

Dziewczyna mówiła do chłopaka:

- (…) i wtedy Karol się jej pyta: „a proszę pani, co mam zrobić, aby zamiast trójki dostać czwórkę?”, na co psorka mu odpowiedziała: „no na stole, mi tu nie będziesz tańczył.”

 

Ciekawe, pomyślałam w duchu, ponieważ za moich szkolnych czasów, szanowany, dystyngowany nauczyciel matematyki zatańczył na katedrze. Po tym, jak klasie matematyczno-fizycznej, obiecał ten taniec, jako nagrodę za „roztrzaskanie” teoretycznie nierozwiązywalnego zadania. Myślę, że jego pląsy, dostarczyły niejednemu uczniowi  większej strawy duchowej, niż Bolero w interpretacji Maurice Bejarta…

 

Z rozmyślań wybił mnie, głośny okrzyk radości dziewczyny:

- Kim jestem? Zwycięzcą!

Dziewczyna wprawnym ruchem chwyciła resztę bierek, odtańczyła krótki, spontaniczny taniec triumfu. Chłopak z uśmiechem na twarzy, wyciągnął z kieszeni portfel.

- OK, no to ja płacę.

 

X. przyglądał się sytuacji z dezaprobatą. Zakrywając się kartą dań, konspiracyjnym szeptem skomentował zaistniałą sytuację:

- No nie. Jak wygrała? Przecież on jej dawał fory. Widziałem te kocie ruchy, którymi go otumaniła.

A. oderwała się od lektury menu, spojrzała na X. z oburzeniem.

- Czy ten chłopak wygląda ci na przegranego? Zresztą, my też możemy tu w coś zagrać.

Do rozmowy włączył się Z.

- Chyba w szachy – powiedział z ironią w głosie.

 

Koty.szachy.jpg

 

- W szachy? – podjął temat wyraźnie ożywiony X. – Nie. Jest nas trochę za dużo… nigdy stąd nie wyjdziemy. O! W Chińczyka!

Przerzuciliśmy kartki menu, zgodnie z sugestią A. Na ostatniej stronie, był opis dań promocyjnych w wybrane dni i powiązane z nimi możliwości wypożyczenia gier.

 

Podszedł kelner. Poprosiliśmy o planszę do Chińczyka, piony, kostkę… Oczywiście złożyliśmy też zamówienie. Graliśmy. W międzyczasie, każdy z nas pochłonął danie główne, deser, że o kawie nie wspomnę…

 

Przed nami leżała plansza. Wszyscy uczestnicy gry, byli w takiej samej sytuacji. Nikt, nie miał żadnego piona w przysłowiowym „domku”. Prowadziliśmy niczym dzieci, zaciętą, pełną śmiechu rywalizację. Jeden drugiemu, ze swoistą satysfakcją zbijał pionki. Zajęci grą, nie zauważyliśmy jak nad nami wyrósł kelner.

 

- Proszę Państwa, zamykamy.

Spojrzeliśmy po sobie.

- Jak zamykamy? – zapytał X. spoglądając na zegarek. Miał minę skrzywdzonego dziecka.

- Noo… tak. Po prostu. Przykro mi – odpowiedział kelner wzruszając ramionami.

- A czy można kupić tego Chińczyka? – dopytywał X.

- Niestety nie – odpowiedział z uśmiechem mężczyzna.

- A może chociaż wypożyczyć? – błagalnym tonem głosu wspierał kolegę w negocjacjach Z.

Widząc konsternację kelnera, do rozmowy wtrąciła się A.

- Pan ich nie słucha, oni żartują – powiedziała.

 

Kelner sprzątał ze stołu, a my się ubieraliśmy. Gra nie została rozstrzygnięta. X. zastanawiał się głośno, gdzie o tej porze można kupić w Krakowie Chińczyka.

 

Wychodzimy z restauracji. A. rozejrzała się na boki.

- No wiecie co? Żeby być w Krakowie i tyle czasu zmarnować na grę w Chińczyka?

X. zaczął śpiewać, objął A. w pasie i porwał ją do tańca.

- Czy pamiętasz jak ze mną grałaś w Chińczyka? Panną madonna, legendą tych lat…

 

Mówi się, że połowa mieszkańców Krakowa to poeci, a druga to kibice Wisły lub Cracovi. Ta atmosfera, udzieliła się chyba X. Świadczyłaby o tym, ta swoista trawestacja Grande Valse Brillante Tuwima i parodia głosu Ewy Demarczyk… Tak sobie pomyślałam, że przed przyjazdem do Krakowa, każdy powinien przeczytać ten fragment z Boya-Żeleńskiego:

 

A czy znasz ty, bracie młody,
Te najmilsze dla Polaków
Szarej Wisły senne wody
I nasz stary, polski Kraków?

A czy znasz ty te ulice,
Puste w nocy, brudne we dnie,
Gdzie się snują eks- szlachcice,
Tępiąc smutne dni powszednie?

A czy znasz ty te kawiarnie
(W całym świecie takich nie ma)
Gdzie dzień cały marnie, gwarnie
Wałkoni się cud-bohema?

Tam wre życie! Kipi, tryska!
W dymu chmurze tytoniowej
Myśli płoną tam ogniska,
Chlebuś piecze się duchowy;

Wszystko tylko Duchem żyje,
Wszystko tylko Pięknem dyszy;
Nigdy ucho tam niczyje
Prozy życia nie zasłyszy;

Estetyczne rozhowory
Rozbrzmiewają od stolików,
Sztukę pcha na nowe tory
Grono c. k. urzędników;

Nic nie mąci głębin myśli,
Nic nie przerwie sennych marzeń -
Żyjem całkiem niezawiśli
Od banalnych kręgów zdarzeń!

Niech się fale zjawisk kłębią
Gdzieś tam w wielkich stolic wirze -
My tu żyjem życia głębią!
(Jak robaki w starym syrze...)

Niech tam sobie inne nacje
Zadzierają nosy w górę -
Kraków też ma swoje racje:
Swoją własną ma "Kulturę"!

Tak więc: chytry jest Germanin,
Francuz - sprośny, Włoch - namiętny,
A zaś każdy krakowianin:
G o ł y   i   i n t e l i g e n t n y.

              * * *

Niech tam Paryż krocie trawi
Na dmimądy i metresy;
Krakowianin się nie bawi
W takie głupie interesy.

Nad gorączką manny złotej
On zwycięstwo odniósł walne;
Nowe puścił w kurs banknoty:
G o ł o   -   i n t e l e k t u a l n e.
Całą siłą swej sugestii
Wytłumaczył zacnej Polsce,
Że wśród wszystkich męskich bestii
DUSZĘ - mają tylko golce.

 

Tadeusz Boy-Żeleński, Pieśń o ziemi naszej

 

Jak golce, to Golec Orkiestra. Gdzieś tam, po drodze, „wkręciła się” nam do głowy ich piosenka Młody Maj

 

Dochodziliśmy do Sukiennic. Rozmawialiśmy o szkolnych czasach. A. obrazowo opowiadała:

- No i matka tego chłopaka, dzwoni do niego po maturze, pyta się: „Co było? Jakie pytania mieliście?”. A on jej odpowiada, pytaniem na pytanie: „A jest coś takiego jak Przedwiośnie?”. Więc ona mówi, że: „Tak”. „To, to właśnie było” jej odpowiedział.

Śmiejemy się.

 

- A wiecie, że u nas też były Sukiennice? – powiedział X.

- Wiemy – odpowiadam.

- A skąd ty to możesz wiedzieć?

- Bo byłam kiedyś u was… w takim małym sklepiku papierniczym, właściciel miał powieszone na ścianie stare ryciny. W pierwszym momencie pomyślałam, że to Kraków. A tam był napis Marienburg.

- A po co byłaś w tym sklepiku? – dopytywał X. z niedowierzaniem, wietrząc chyba jakiś podstęp.

- Kupić pióro - odpowiedziałam z uśmiechem.

- Pióro? Jakie pióro? – z uporem maniaka drążył temat X., spoglądając pytającym wzrokiem na Z.

 

pen.book.jpg

 

- Poszłam do Sienkiewicza (LO) pospisywać nim, te wszystkie „KFiJatki” z tablicy…

- Wkręcasz mnie?

- Nie. Jest lekcja, uczniowie omawiają W pustyni i w puszczy. W domu, za zadanie mieli opisać, która z przygód Stasia i Nel, im się najbardziej podobała. Jedna z uczennic napisała: "Najbardziej podobała mi się przygoda, kiedy Nel zachorowała na febrę. Staś wtedy opiekował się nią i wyruszył do lasu po chińszczyznę…”

- Chyba po Chińczyka – śmieje się Z.

- Co wy za głupoty wygadujecie? Do jakiego lasu, po jakiego Chińczyka, chininę przecież… – wtrąciła się do rozmowy oburzona A.

- Ale to nie koniec, bo na pytanie, skąd Sienkiewicz czerpał inspirację do napisania Krzyżaków, jeden z uczniów odpowiedział, że: „z Google”…

- A ty, to do jakiej szkoły chodziłaś, co? – zapytał trochę urażony X.

- Do takiej, że nasz polonista obsadził mnie w roli Koszałka-Opałka.

Zaczęłam się śmiać.

 

- Z czego się śmiejesz? – dopytywał Z. – może się tym z nami podzielisz?

- Bo… bo, była taka scena, w której Koszałek gubi pióra, szuka braci krasnoludków. Więc wysypałam z księgi pióra. Po wypowiedzianej kwestii, zaczynam chodzić po scenie, trzymam pod pachą atrapę książki, chyba większą ode mnie... Kątem oka spoglądam na pierwszy rząd. Widzę skupioną widownię. Uderzyło mnie to, że dzieci, miały wręcz pootwierane z wrażenia usta. Nagle jeden z chłopców, takim zmartwionym, prawie płaczliwym głosem, pyta się drugiego: „A czego ten Koszałek tak szuka?”. Na co jego kolega, rezolutnie mu odpowiada: „Nie widzisz, że pióra zgubił?”. Nie wiem, ile jeszcze takich kółek wydeptałam… zanim… Zanim za kulisami ktoś się zorientował, że dalszej części tekstu zapomniałam. Pewnie do dziś, bym tak po tej scenie w kółko chodziła.

- To się ciesz, że tego szkolenia nie było we Wrocławiu.

- A to dlaczego? – zapytałam.

- Bo… jakby nam przyszło do głowy, poszukać tych wszystkich krasnoludków zamiast grać w Chińczyka…

 

No właśnie, to co w Krakowie można zobaczyć, nie tylko… o świcie?

 


Podziel się
oceń
153
1

komentarze (45) | dodaj komentarz

Jesienna wędrówka kamienną groblą

wtorek, 17 września 2013 23:59

Wędrówka z Górek Wschodnich wprost przez wodę do ujścia Wisły? Oczywiście - oryginalną kamienną groblą z XIX wieku. Grobla znajduje się w północno – zachodniej części Wyspy Sobieszewskiej i jest niewątpliwą osobliwością terenu należącego do rezerwatu przyrody.

Kamienny nasyp wyznacza granicę nurtu Wisły Śmiałej i Jeziora Ptasi Raj. Jego długość wynosi około 1,5 km, szerokości 2 m i wznosi się od 15 do 70 cm nad lustrem wody - zaznaczmy, że przy pogodzie bezwietrznej. W okresie większych wiatrów, zwłaszcza północnych, to swoiste "gołoborze" miejscami znika pod wodą dostarczając spacerującym ekstremalnych wrażeń. Survivalovych odczuć, na tym odcinku, może również dostarczyć zwykłe przepłynięcie Wisłą, obok nas motorówki. Powstała w ten sposób fala, po prostu przelewa się przez ścieżkę... woda wolno zakrywa buty...

KiedrowskaIMG_3845_2.JPG

Fot. Teresa Kiedrowska

Ptasi Raj jest to płytkie jezioro przybrzeżne o średniej głębokości 1,2 m i powierzchni 61 ha. Nazwa jeziora, została przyjęta od ilości ptaków jakie zatrzymują się tutaj podczas swoich wędrówek. W rejonie Zatoki Gdańskiej, krzyżują się bowiem szlaki wędrowne ptaków, biegnące do Europy Zachodniej, Afryki i nad Morze Czarne. Ptaki wędrowne, nie są w stanie pokonać całego dystansu dzielącego tereny lęgowe od zimowisk bez odpoczynku. Muszą one, co jakiś czas przerywać wędrówkę, aby uzupełnić zapasy energetyczne pozwalające kontynuować dalszy lot. Jeśli na trasie przelotu, nie znajdą bogatych żerowisk, takich jak to jezioro i jego otoczenie, to mogą nie dotrzeć do celu swojej podróży. Najwięcej ptaków odwiedza Wyspę Sobieszowską jesienią.

 

Kiedrowska.IMG_3847.JPG

 

Idąc dalej kamienną groblą, wzdłuż ujścia Wisły, po około 30 minutach, chwil pełnych emocji, nasyciwszy oczy dziką przyrodą dochodzę do nowo wybudowanego falochronu.

Fale morskie rozbijają się o beton z przeraźliwym, tektonicznym hukiem... 

Budowniczowie tego specyficznego „mola” zadają sobie pytanie, czy ich konstrukcja wygra walkę z żywiołem. Z jednej strony żelazobeton, z drugiej dynamiczna działalność rzeki i morza.

 

KiedrowskaIMG_3863_2.JPG

Ze wschodniego brzegu Wisły, patrzę jak słońce znika nad Górkami Zachodnimi... 

Przypomina mi się fragment Na Groblach Wincentego Pola: Jeżeli Wenecja jest miastem na wodzie, to można by tu o Żuławach powiedzieć, że Żuławy są krajem na wodzie i w głąb każdej własności zachodzą lub przechodzą statki po wodnym gościńcu: czółnem płynie każdy na targ do miasta i miasteczka, czółnem do swego ogrodu, na swoją łąkę, na czółnie przenosi się bydło na paszę, statkiem zwożą się snopy do stodoły, statkiem, który kanałem pod dach zachodzi, gdzie się wprost ze statku po zapolach składa zboże.

Wysokie groble chronią kanały od wiatru. Są też przez cały rok Żuławy jako ruta zielone - prześliczną, pasznistą łąką.   (...) Najrozkoszniejsze łąki przegradzają znowu sady szlachetnych drzew owocowych i wierzbniki dające opał.

 

Lada wietrzyk, który po równym, zielonym krajobrazie przeciągnie, czy to od morza, czy to od lądu, wprawia w ruch skrzydła tysiąca wiatraków, wszystkie kolorowe chorągiewki i  flagi, wszystkie żagle na kanałach - i pomiędzy wiatrakami przesuwają się żaglowne statki, których zrębu nie widać, tak że statki zdają się sunąć po suszy, bo zrąb statku zakrywają groble oku...

W oku tych grobli pasą się spokojnie krowy, a z każdej strony dolatuje furkotanie skrzydeł wiatraków… szum kamieni młyńskich, huk młocarni i tartaków wiatrakami pędzonych, w końcu ciężkie, przykre jakby sapanie i jęczenie pomp olbrzymich wprawione w ruch szaloną siłą wiatraków... Zdaje się, że tu ziemia znikła, że człowiek reguluje tylko stan wody, a wiatr pracuje za niego. Miło to patrzeć rzeczywiście na dostatek i stateczną pracę całego tego kraju.

 

Zamożność  też tu wielka i przy obyczajach kmiecych bogactwo niezwykłe. Czystość budynków i domów holenderska. Cała dolna część domu jest obszerną i starożytnym ładem urządzoną na gospodarski warsztat, gdzie się wszystko przyrządza i ładzi. Czeladź trzymana w dostatku i karności pracuje dzień cały, ale nikt ani jest przeciążony pracą, ani nie trapi się pracując; bo praca nagradza się tutaj, a dłużej i lepiej pracuje ten, co nie jest upokorzony i udręczony przy pracy!

 

Jeżeli dół mieszkalnego domu jest rządnym warsztatem, w którym gospodarz i gospodyni krzątają się wiecznie, jeżeli tu wszystko mieści: obok kuchni wielkie sypialnie, jadalne i robocze, to piętro każdego domu, oddzielone osobnym wchodem i drzwiami, jest mieszkaniem zamożnego człowieka: tu już i kosztowne posadzki i obicia i najwytworniejsze meble, tu już rzeźbione starożytne szafy, zbiory porcelany i naczyń srebrnych, okazałe zwierciadła, kosztowne zegary, drzwi z palisandru i mahonie, firanki i pokrycia mebli z ciężkich, jedwabnych materii, na posadzkach kosztowne angielskie dywany, po ścianach obrazy i złocone brązy.

 

Mają wszakże i Żuławy straszne dla nich lata i chwile: są to wielkie wezbrania dolnej Wisły, które zagrażając przerwaniem grobel grożą zniszczeniem krainie! Zniszczenia te byłyby daleko dotkliwsze, gdyby się po wodzie nie było czym dźwignąć z upadku.

 

Warto przypomnieć, że w tym miejscu, na początku XVIII wieku, tętniła życiem mała osada rybacka – Górki. A Wisła wpływała do Zatoki Gdańskiej swoim głównym ujściem w Gdańsku.

 

Tak było do momentu, gdy zimą, roku 1840 ogromny zator lodowy zablokował swobodny odpływ rzeki. Wody wiślane, wezbrawszy do niespotykanych rozmiarów runęły w kierunku Bałtyku, przerywając wały i Mierzeję Wiślaną w okolicach obecnych Górek Wschodnich. Katastrofa zniszczyła częściowo miejscowość, dzieląc ją jednocześnie na Górki Zachodnie i Górki Wschodnie. Pierwotnie, nowe ujście rzeki nazwano Wisłą Przełom. Ostatecznie przyjęła się nazwa nadana przez W. Pola – Wisła Śmiała.

KiedrowskaIMG_3898_2.JPG

Za plecami mam rezerwat przyrody Ptasi Raj. Ale w jego głąb, najlepiej wybrać się o świcie i to właśnie jesienią.


Podziel się
oceń
144
5

komentarze (55) | dodaj komentarz

Rafał Królikowski uwalnia podręczniki

poniedziałek, 09 września 2013 23:52

 

Chciałbym, aby moi synowie korzystali z otwartych, cyfrowych podręczników, zawsze aktualnych, lekkich i rozwijających kreatywność.

 

Rafał Królikowski

 

Kiedrowska.BUW1.JPG

Fot. Teresa Kiedrowska 

 

Co można zobaczyć z tego tarasu widokowego? Zapewniam wszystkich, którzy jeszcze tam nie byli, że naprawdę warto sprawdzić.

 

Idziemy dalej wzdłuż budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i dochodzimy do rogu ulicy Dobrej i Lipowej.

 

Kiedrowska.BUW2.JPG

 

Przed budynkiem, od strony ulicy Dobrej, znajduje się tzw. fasada kulturalna. Ma ona niejako mówić o związkach z przeszłością, z różnorodnością cywilizacji, z grecko-rzymskim i judeo-chrześcijańskim źródłem polskiej kultury. 6 wejść z tej strony rozdziela 8 tablic. Znajdują się na nich kolejno:

- fragment Etiudy b-moll op. 4 nr 3 Karola Szymanowskiego w notacji muzycznej,

- tablica z notacją matematyczną, zawierająca: wzór i wykres funkcji jednej zmiennej opisujący normalny rozkład prawdopodobieństwa (Dzwon Gaussa), rozwinięcie dziesiętne liczby π, ciąg dokładny grup homologii dla pary przestrzeni topologicznych, fragment struktury chemicznej łańcucha nukleotydowego kwasu nukleinowego, program komputerowy w języku Pascal opisujący Problem Collatza oraz Równania Maxwella opisujące zjawiska elektryczne, magnetyczne i związki między nimi,

- tekst sanskrycki, zawierający fragmenty Rygwedy (3.62.10), Upaniszady Mundaka (1.1.4-6) oraz Bhagawadgity (13.7-11),

- tekst hebrajski, zawierający fragment starotestamentowej Księgi Ezechiela (Ez 3, 1-3),

- tekst arabski, zawierający fragment Księgi zwierząt Al-Dżahiza,

- tekst grecki, zawierający fragment dialogu Fajdros autorstwa Platona,

- tekst staroruski, zawierający fragment Powieści minionych lat z początków XII wieku,

- tekst staropolski, zawierający fragment Wykładu cnoty autorstwa Jana Kochanowskiego, zaczynający się od słów: Cnotę i w nieprzyjacielu i w nieznajomych miłujemy (…) Dwie tedy rzeczy człowieka szlachcią: obyczaje a rozum; obyczaje z cnót pochodzą, a rozum z nauk; obiedwie rzeczy w sobie mieć, rzecz nieprzepłacona jest człowiekowi. Ale jeśli przy jednej tylko masz zostać, raczej przy cnocie, niż przy nauce zostań; bo nauka bez cnoty, jako miecz u szalonego, i sobie i ludziom szkodzi…

 

Ten motyw ścienny, organizuje semantykę budynku zgodnie z regułami retoryki - architecture parlante (architektura do czytania).

 

Kiedrowska.BUW3.JPG



Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego jest jedną z piękniejszych budowli postmodernistycznych. Futurystyczna, na wpół ażurowa konstrukcja, podtrzymuje imponujące ogrody na dachu, spływające tarasowo ku ziemi. Pod ogrodową konstrukcją, kryje się wielka przestrzeń - miasto biblioteka. Wejście do niej zdobią kolumny, na których umieszczono posągi filozofów. Znajduję się tu również, rzeźba otwartej księgi, opatrzona łacińską inskrypcją  Hinc Omnia, czyli Stąd wszystko.

 

Kiedrowska.BUW4.JPG


Tak, jest to z pewnością wyjątkowy gmach na architektonicznej mapie Warszawy. Symboliczne przenikanie się struktury zewnętrznej z przestrzenią wewnętrzną, architektury i natury, strefy intelektu i strefy emocji sprzyja pracy twórczej. Nie tylko wewnątrz budynku, ale i na zewnątrz.

Jak już wspomniałam, na terenie Biblioteki Uniwersyteckiej, znajduje się jeden z największych i najpiękniejszych ogrodów dachowych w Europie. Zgodnie z zamysłem projektantów, wyraża on koegzystencję kultury, natury i kosmosu.

 

Kiedrowska.BUW5.JPG

 

Niezwykła fasada i równie ciekawe wnętrza przyciągają liczne rzesze turystów i miłośników sztuki. Każdego dnia, z bogatych zasobów bibliotecznych korzystają oczywiście studenci.
Obiekt spełnia niezwykle ważną rolę naukową, ale jest również miejscem wielu istotnych wydarzeń społecznych i kulturalnych.

 

RafałKrólikowski 077.JPG

 

Takim wydarzeniem, była między innymi wczorajsza  kampania społeczna Uwolnij podręcznik z udziałem Rafała Królikowskiego. W ramach pikniku rodzinnego, organizatorzy poprzez gry i zabawy pokazywali, że nauka nie musi być nudna i stresująca, a przede wszystkim kosztowna. Starano się przybliżyć zalety korzystania z podręczników cyfrowych dostępnych na otwartych licencjach.

 

RafałKrólikowski1.JPG

 

A tu, mały Jasiu wylosował pytanie dla swojego taty: Ile waży elektroniczna książka? Ów pan znał odpowiedź, dzięki czemu chłopiec został obdarowany nagrodami.

 

RafałKrólikowski2.JPG

 

Uczestnicy pikniku mieli również okazję porozmawiać na temat cyfrowych podręczników z Rafałem Królikowskim, który wspiera Centrum Cyfrowe Projekt – Polska, w rozpowszechnianiu idei wolnego, otwartego i darmowego dostępu do zasobów edukacyjnych.

Winą za wysoki koszt podręczników obarczają się wzajemnie: wydawnictwa, nauczyciele i resort. A płacą… rodzice.

 

RafałKrólikowski3.JPG

Rafał Królikowski - Miotacz podręczników.

 

- Moi synowie, pomiędzy którymi jest niewielka różnica wieku, nie mogą korzystać z tych samych podręczników. To jest niedorzeczne - powiedział Rafał Królikowski.

 

Czy jest szansa, aby zgodnie z zamysłem organizatorów, wszystkie cyfrowe zasoby edukacyjne były dostępne w nieograniczony sposób? No i co z tym ładunkiem emocjonalnym, jaki niesie za sobą szelest kartek i zapach druku?


Podziel się
oceń
142
1

komentarze (45) | dodaj komentarz

Espresso

poniedziałek, 02 września 2013 8:19

Zacznij dzień od rzeczy małych.

Jak znany od wieków kubek gorącej…

Kawa i kardamonowe powietrze.

Co może być lepsze?

Myśli poukładane…

I nawet nie wiem kiedy,

ktoś do mojej małej strawy

- dodał – kawał? Kawałek słodkiej…

 

Kiedrowska.Espresso.jpg

 

Cóż tu czytam. Pan Tadeusz, został skreślony z listy lektur obowiązkowych w gimnazjum. Hm.

 

Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy:
Tu roznoszono tace z całą służbą kawy,
Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane
I z porcelany saskiej złote filiżanki,
Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.
Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju:
W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku,
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
Zapach moki i gęstość miodowego płynu.
Wiadomo, czym dla kawy jest dobra śmietana;
Na wsi nie trudno o nię: bo kawiarka z rana,
Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie
I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie
Do każdej filiżanki w osobny garnuszek,
Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek.


Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz – czyli ostatni zajazd na Litwie,

Księga II

 

 

Człowiek myśli sobie to i owo, ale najczęściej to...

 

O! Kawa-

łek nieba się w niej odbija.

 

Miłego, słonecznego dnia wszystkim życzę, a zwłaszcza tym, którym skończyły się wakacje.  


Podziel się
oceń
113
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Zakochaj się w Warszawie!

środa, 21 sierpnia 2013 10:10

 

Zakochaj się w Warszawie. Takim hasłem promuje się stolica w kraju i zagranicą. Czy można się zakochać w tym mieście?

 

Kończyła się noc z soboty na niedzielę. Dochodziła godzina czwarta, a ja kończyłam pisać, tak zwaną rzecz na wczoraj. Uruchomiłam drukarkę. Po kilkunastu wydrukowanych stronach, literki stawały się coraz bledsze i bledsze. Znieczulona kolejną, zarwaną nocą, jak przez mgłę, poczułam w sobie bezsilną złość. Poprzedniego dnia, została zamontowana nowa kaseta z tuszem. Gdzie jest tusz?

 

W internecie znalazłam informacje, o czynnym 24 godziny na dobę, punkcie kserograficznym. Aby się upewnić, czy nie na darmo, odbędę poranną wędrówkę – zadzwoniłam. Telefon odebrał mężczyzna, i może nie tyle zaspanym, co zmęczonym głosem powiedział, że oczywiście mogę przyjść. Nawet zaraz. Chcąc mieć to już za sobą, zgodnie z sugestią…

 

Dochodziła godzina piąta. Minęłam piękny gmach Politechniki Warszawskiej, znalazłam się na ulicy Lwowskiej. Nigdy tu wcześniej nie byłam. Ulica była pusta. Cudowna cisza. Promienie wschodzącego słońca, oświetlały fasady białych, modernistycznych, przepięknych kamieniczek. Oniemiałam z zachwytu. Miałam wrażenie, że znalazłam się w innej epoce.

 

 

Załatwiłam wszystkie sprawy. Wracałam wolniutko na piechotkę, rozkoszując się niedzielną atmosferą miasta. Chłonęłam każdy detal, mijanego budynku. Tak, jakbym je widziała pierwszy raz...

 

Minęła mnie para turystów. Mężczyzna trzymał telefon przed sobą. Kobiecy głos, dobiegający z głośnika aparatu, informował, jego, towarzyszącą mu osobę, mnie i cały park:

 

- Jedź prosto, jedź prosto, za dwa metry skręć w prawo, skręć w prawo…

 

Zamiast cudownego śpiewu ptaków, jak przez megafon słyszałam:

 

- Na następnym skrzyżowaniu...

 

Na jakim skrzyżowaniu? Jeżeli jest coś, co mogło popsuć mi poranny, regeneracyjny spacer w kierunku domu, przez Pola Mokotowskie - to właśnie było to.

 

Postanowiłam obrać inną trasę powrotu. Odwróciłam się. Moim oczom, ukazał się oklejony budynek Riviery, z ogromną reklamą.

 

Kiedrowska.WarsiSawa.JPGFot. Teresa Kiedrowska

 

Uśmiechnęłam się w duchu. Bo, akurat tę kampanię marketingową, uważałam za jedną z lepiej przygotowanych.

 

 (...)

 

Jaka to była opera? Hm. Przypomnienie sobie tego filmiku, zainspirowało mnie do przechadzki w kierunku Łazienek Królewskich. Byłam zmęczona, ale i tak, bym nie zasnęła.

 

Kiedrowska.IMG_1568.JPGŁazienki Królewskie, Fot. Teresa Kiedrowska

 

A swoim powrotem, co najwyżej pobudziła, smacznie śpiących domowników.


Podziel się
oceń
114
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Rosarium

niedziela, 18 sierpnia 2013 11:47

 

jeżeli oczy są zwier­ciadłem i mapą nasze­go ser­ca i duszy

 

to słowa, i nasze czy­ny, są opi­sem i le­gendą do nich

 

jakże często ro­bimy błędy młode­go, pew­ne­go siebie kar­togra­fa

 

jakże często wędru­jemy po czy­jejś ma­pie i czy­tamy ją

 

nie we­ryfi­kując naszych od­czuć z jej opi­sem i le­gendą

 

na­wet ma­pa wyp­ro­wadzi wyt­rawne­go podróżni­ka na ma­now­ce

 

gdy brak nam wiedzy, o jej znakach, skali, czy róży wiatrów

 

Irracja


Podziel się
oceń
99
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Warszawa to nie wieś...

niedziela, 11 sierpnia 2013 21:19

 

Zainteresowana filmem „Rower z Pekinu”, który miał być prezentowany w ramach III edycji Kina Letniego w Centrum Nauki Kopernik, udałam się w ten piątek do Parku Odkrywców. Nad Warszawę nadciągała burza, więc na scenie przy Planetarium, nie działo się nic. Zgodnie z sugestią organizatorów, skierowałam się w kierunku budynku. Na rogu, stało dwóch panów z ochrony. Prowadzili ożywioną dyskusję:

- Przepraszam… - nie zdążyłam skończyć zdania, gdy jeden z nich, z uśmiechem na twarzy, i niesamowitą podzielnością uwagi powiedział:

- Idzie pani prosto i na prawo.

- A skąd pan wie, jakie chciałam zadać pytanie? – dopytywałam, szczerze ubawiona odpowiedzią.

- Skąd? – strażnik spojrzał w kierunku granatowego, pobłyskującego nieba. Dalsze dywagacje przerwały duże krople deszczu. Za sobą usłyszałam: „idźcie za tą panią”. I tak stałam się, uciekającym przed deszczem przewodnikiem. Grupa młodych ludzi dogoniła mnie w drzwiach:

- Gdzie mamy iść?

- Tutaj. Jesteśmy na miejscu.

 

Sala była wypełniona po brzegi. Usiadłam pomiędzy rzędami foteli - na schodach. Dochodziła godzina 21.00.

 

Przed filmem odbyła się dyskusja, prowadzona przez Adama Leszczyńskiego z Joanną Erbel. Tytuł spotkania: „Jak być produktywnym i nie zwariować?”.

 

Słowem wstępu, podjęto bardzo interesujące rozważania na temat darwinizmu społecznego. Dalsza część pytań do „gościny”, jak ją to nazwał na samym początku gospodarz spotkania, była w mojej opinii dość chaotyczna. Tak, jak i odpowiedzi. Być może, było to spowodowane faktem, że zaproszona pani, siedziała w stylu biznesmena amerykańskiego - ze stopą założoną na kolano, mając na sobie dość krótką, zwiewną spódniczkę.

Rozpraszanie prowadzącego, stało się tematem rozmowy pary siedzącej przede mną:

- Gatki jej widać – powiedziała dziewczyna do chłopaka obok.

- A ona w ogóle je nosi? – odpowiedział pytaniem, zadowolony ze swojej riposty blondynek.

 

Poważniej, to starano się udzielić odpowiedzi na frapujące i mnie pytania: dlaczego w Warszawie się tak „mało dzieje”? Dlaczego interesujące miasto pod względem infrastruktury, to miasto atrakcyjne tylko dla deweloperów, w przeciwieństwie do Gdańska? Podjęto również wątek rozwiązań dla tego typu aglomeracji, na przykładzie miasta partnerskiego - Berlina. Nawiązując do tytułu filmu, szeroko omówiono problematykę ścieżek rowerowych, zresztą bardzo bliską sercu Joanny Erbel. Zastanawiano się, czy Warszawa ma szansę stać się pod tym względem, chociażby drugą Kopenhagą?

 

Myślę, że jest wiele mitów w kwestii ścieżek rowerowych. W znanych mi miastach europejskich - Paryżu, Rzymie, Kopenhadze, rowerzyści jeżdżą po normalnych drogach i w pewnym sensie są uprzywilejowani. Wobec stanu warszawskich dróg i możliwości finansowych miasta. Zawsze będzie dylemat, czy pieniądze przeznaczać na inwestycje i remonty, czy na ścieżki rowerowe.

Andrzej Urbański, wiceprezydent m.st. Warszawy
(zapytany o to kiedy powstaną nowe ścieżki rowerowe)

 

Kiedrowska.Skłodowska.Curie.Warszawa3.JPG

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

 

Czy wątpliwości rozwieją poniższe wypowiedzi?:

 

Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć.

Marek Woś, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich
(tłumacząc likwidację ścieżki rowerowej przy ul. Świętokrzyskiej)

 

 

Ścieżki rowerowe będą czyszczone sporadycznie, więc zachęcam do saneczkarstwa.

Jan Białek, p. o. dyrektora ZOM
(konferencja poświęcona przygotowaniom do zimy, gazeta.pl, 10.11.2006).

 

 

A ja zachęcam wszystkich, do oglądnięcia filmu „Rower z Pekinu”.

 


Podziel się
oceń
182
1

komentarze (22) | dodaj komentarz

Chłopiec z delfinem

środa, 07 sierpnia 2013 11:33

 

Mówią, że nic tak nie budzi z rana jak filiżanka kawy. Zwłaszcza ta, przypadkiem rozlana na klawiaturę - dodała M. No i właśnie przewrócił mi się mój kubeczek. Nie na komputer, ale na książkę „Przygody na pustyniach”.

 

Przez kilkadziesiąt stron, jak okiem sięgnąć, rozciąga się przed oczyma wizja pustki. Bezkresne falujące wzgórza czerwonego piasku lub płaskie, ale równie monotonne tereny. Nieznośny upał. Ale… wystarczyło, że badacz zobaczył przez lornetkę drgającą we mgle górę i…

Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie o niefrasobliwych odkrywcach pustyni Gibsona.

 

Po kolejnym dniu wędrówki Gils źle spał, kąsały go wszechobecne mrówki. Jego towarzysz podróży Gibson nie miał takich problemów. Zresztą całą podróż zachowywał się jak rozkapryszone, nieobliczalne dziecko, które na każdym kroku trzeba pilnować. Dlaczego Gils wziął na tę wyprawę akurat tego człowieka? Mężczyznę konfliktowego, niesubordynowanego… Konsekwencją tego było, że w czasie podróży mieli ze sobą zbyt mało jedzenia, wody, ulubionego, ale niesprawdzonego w terenie konia Gibsona itd.

Dlaczego nie zawrócili, ale dzień za dniem, powoli przemierzali pustkowie za pustkowiem?

 

Nadal nie było widać końca piasków. Mężczyźni byli coraz bardziej wyczerpani, kończyły się zapasy. Kolejnej nocy, nie pozwalały im zasnąć zdesperowane konie. Zwierzęta wręcz węszyły szukając wody. Kiedy Gils powiesił bukłak wody na drzewie jeden z koni poczuł jej zapach. Podszedł do bukłaka i rozszarpał go zębami. Woda trysnęła na piasek…

 

I tu, niechcący wylałam na książkę kawę.

 

Pytanie: dlaczego nie mieli ze sobą wielbłądów tylko konie?

 

W tym miejscu, przypomniała mi się moja mała podróż i refleksje na temat marketingu kulturowego: "ważka rzeczna nie pojmuje ogromu oceanu".

Nie wiem, czy słyszeliście o freskach w kościele w Krzeszowicach, ręki słynnego Michaela Willmanna. Autor malując kolejne sceny, nie wiedział jak wyglądają wielbłądy. Ktoś mu podpowiedział, że to takie garbate konie... Niemożliwe? Tak, koniom domalował garby. Co jeszcze stworzył popuszczając wodze fantazji? Sprawdźcie sami. Gdy tego samego dnia przyglądałam się temu dziełu i następnie neorenesansowej fontannie  Chłopca z delfinem na rynku w Namysłowie… Prawie jak delfin?

 

 

Kiedrowska.Namysłów.jpg

 

 

A to również jest Chłopiec z delfinem - w wersji włoskiej... Prawie jak chłopiec?

 

Kiedrowska.Plac sw.Antosia.JPG

fot. Teresa Kiedrowska

 

 Dodam jeszcze, że w Adriatyku pływają delfiny.


Podziel się
oceń
179
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Niemożliwe?!

niedziela, 04 sierpnia 2013 23:46

 

Własnym oczom nie wierzę...

 

Kiedrowska.IMG_2539.JPG

Fot. Teresa Kiedrowska

 

 

 


Podziel się
oceń
56
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

No digas mas

piątek, 26 lipca 2013 21:31

Wczoraj wieczorem, w tej pięknej scenerii – dokładnie w Królewskiej Cukierni Wilanowskiej, odbyło się XXI spotkanie z cyklu „Zmysły sztuki”. Gośćmi spotkania byli: Jolanta Marcola – artysta plastyk, Jakub Wagner – gitarzysta flamenco i Małgorzata Wołyńczyk – tancerka flamenco.

Słowem kluczowym spotkania było duende.

Czym jest duende? O to pytała nie tylko zgromadzona publiczność, ale nadal pytają różni twórcy. Wszyscy oni usiłują poznać, zrozumieć tajemnicę powstawania sztuki.

wilanow.pałac.teresakiedrowska.bloog.pl.JPG

Fot. Teresa Kiedrowska

Duende dosłownie oznacza elfa, goblina. Są  to mitologiczne postaci, które pojawiają się w andaluzyjskim folklorze, będąc strażnikami lasów, opiekunami zwierząt i roślin. W wolnym tłumaczeniu „tener duende” oznacza „mieć duszę” lub „przeżywać coś bardzo emocjonalnie”.

Należy zauważyć, że duende zwykle utożsamiane jest z flamenco. Flamenco to sztuka, która wyrażana jest poprzez muzykę i charakterystyczny taniec. Mówi się, że aby poczuć flamenco potrzebne są nie tylko techniczne umiejętności, ale i zaangażowanie duszy. Dlatego w tańcu, muzyce flamenco występują przeróżne emocje. Emocje które odbiera nie tylko artysta wykonujący pokaz, ale także publiczność. Reakcja może być różna - od śmiechu po płacz.

Jason Websterw książce "Duende w poszukiwaniu flamenco", tak pisał: Chcesz doświadczyć prawdziwego flamenco? Chcesz wiedzieć, czym naprawdę jest duende? To jest właśnie to - życie na krawędzi. To jest śpiewać tak, że potem nie możesz mówić. Albo grać, dopóki nie zaczną krwawić Ci palce. To jest docieranie tak daleko, jak tylko się da, a potem robienie jeszcze jednego kroku.

 

Jak Jakub Wagner, wcześniej gitarzysta basowy „zaraził” się flamenco? Usłyszał jak gra Paco de Lucia. Dziś sam gra tak, że potrafi „dotknąć duszy” publiczności. Niesłychana energia, specyficzna harmonia, oszałamiające tempo gry na gitarze i odpowiedź – najpierw rytmiczny step i wirująca w tańcu Małgosia Wołyńczyk na tle prac Jolanty Marcolli.

Nic więcej.


Podziel się
oceń
212
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Ten, co przezwycięży siebie, zaiste silniejszym jest od tego, co tysiąc mężów w bitwie pokona

O mnie

Teresa Kiedrowska

Urodzona w Gdańsku. Absolwentka Zarządzania i marketingu Uniwersytetu Gdańskiego. Absolwentka Rachunkowości i finansów WSB w Gdańsku. Doświadczony handlowiec. Manager. Trener. Przedsiębiorca.


Lubię poznawać nowych ludzi i miejsca...


Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 150574

Lubię to