Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 095 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Enschede. Między ziemią a niebem

niedziela, 26 maja 2013 8:28

Między niebem a ziemią...

 

Enschede

 

Enschede

 

Enschede

 

Enschede

 

Enschede Teatr

 

Enschede

 

A któżby wiedział, że czas leci, gdyby nie lustro i gdyby nie dzieci.

 

Jan Sztaudynger


Podziel się
oceń
201
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Potrzeba nieustannego dziwienia się. Ed Vulliamy

piątek, 17 maja 2013 23:57

 

Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia.

 

Ryszard Kapuściński Podróże z Herodotem

 

- Ludzie lubią podglądać innych ludzi – stwierdził Wojciech Jagielski.

- Ty też to robisz – wtrącił prowadzący panel Grzegorz Miecugow.

- Tak, ale ja robię to zawodowo – odpowiedział.

Zgromadzona publiczność wybuchła śmiechem. A ja zaciekawiona dyskusją… panelową „Potrzeba nieustannego dziwienia się” i granice reportażu zajęłam miejsce w kawiarni Księgarni Traffic Club.

 

W dyskusji udział wzięli tegoroczni finaliści Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego: Wojciech Jagielski, Lidia Ostałowska, Ed Vulliamy i Mariusz Zawadzki. Prowadzącym spotkanie był Grzegorz Miecugow.

 

Kiedrowska Trafiic Club

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Ameksyka to wstrząsająca historia terroru rozgrywającego się na pograniczu amerykańsko – meksykańskim – w swoistym państwie, które należy zarówno do Stanów Zjednoczonych, jak i Meksyku, a jednocześnie do żadnego z nich. Ed Vulliamy ruszył w podróż wzdłuż tej granicy, od wybrzeża Pacyfiku po Zatokę Meksykańską. (…) W podróż przez krwawy krajobraz korupcji i wojny domowej, a zarazem piękna, radości i życia… Przeczytałam na okładce książki.

 

- Jesteś szalona, że ją kupiłaś – powiedział do mnie Ed Vulliamy, gdy podawałam mu książkę do podpisu.

 

Ed Vulliamy

Ed Vulliamy Fot. Teresa Kiedrowska

 

- A uznam Cię za jeszcze bardziej jak ją przeczytasz – kontynuował myśl z szelmowskim uśmiechem na twarzy - człowiek, który jeszcze przed chwilką z pasją opowiadał o swoim rzemiośle. „Gdy pisze, staram się być artystą, niczym malarz impresjonista, który nanosi małe plamki farby na płótno - powstaje obraz, książka… miejsce w którym czytelnik musi się poczuć tak, jakby tam był...”

 

- (…) Chciałabym abyś mi na pierwszej stronie, napisał dedykację, która będzie kwintesencją dzisiejszych wypowiedzi. Mówiłeś między innymi, że Twoje książki nie zawierają elementów fikcji literackiej, bo rzeczywistość jest tak paradoksalna, że to wystarczy.

 

- Tak – odpowiedział uśmiechając się szczerze – Zgadza się. Chciałbym pisać tak jak Dostojewski lub Zola. Ale piszę jak Ed Vulliamy.

 

Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy… i dedykacja: Pozdrowienia! Pokój wzdłuż granicy.

 

Ameksyka

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Wojna… i pokój

 

Kto otrzyma Nagrodę za reportaż literacki 2012? Hm. Właśnie teraz w Teatrze Polskim ogłoszono wyniki. Edowi gratuluję, a Państwu polecam książkę. :)


Podziel się
oceń
333
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zgubić się to ludzka rzecz

piątek, 03 maja 2013 1:27

 

Swego czasu postanowiłam, że nadmiar świeżego powietrza, tudzież inne nieznane bliżej czynniki w Karpaczu mi szkodzą i będę to miejsce omijać. Zapytacie dlaczego? Bywają momenty w życiu człowieka, że potrafi przejść nie tylko góry, ale i… samego siebie.

 

Karpacz

                    Fot. Teresa Kiedrowska

 

Ale… Ale, to jedno z moich ulubionych miejsc i góry tam są. Mówi się: „Dręczy cię jakieś pytanie? Idź w góry”.

 

Karpacz

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Dotarłam do przewróconej sosny, która zagradzała drogę niczym szlaban. Dalsza część szlaku prowadziła przez tereny gęsto zalesione. Cień drzew sprawił, że zalegały tam jeszcze ogromne warstwy topniejącego śniegu. Ani moja kondycja, ani moje obuwie nie były na to zdarzenie przygotowane. Postanowiłam zawrócić.

 

Karpacz

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Usiadłam na skarpie delektując się łykiem wody, ciepełkiem słoneczka, widokami…

 

Karpacz

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Na ścieżce pojawiła się para turystów.

 

- Dzień dobry! – powiedziała kobieta.

 

- Dzień dobry! – odpowiedziałam.

 

- Wraca pani, czy idzie dalej? – przystanąwszy zapytała.

 

Mężczyzna usiadł obok mnie, unosząc dłoń do góry w geście powitania. Tak jak ja przed chwilą, popijał wolno wodę i patrzył  w stronę w gór. Nasza rozmowa była mu obojętna.

 

- Niestety nie idę. Tam leży jeszcze za dużo śniegu – odpowiedziałam spoglądając w omawianym kierunku.

 

- Ooo! – wykrzyknęła z radością – To się dobrze składa. Zabierze pani ze sobą na dół tego zagubionego obcokrajowca?

 

To było chyba pytanie retoryczne… Spojrzałam na mężczyznę.

 

- Jak zagubionego? – dopytywałam ze śmiechem – Przecież na tym szlaku nie można się zgubić…

 

W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Góry. Sama. Nikt mnie nie zaczepia i ja nikogo nie zaczepiam. Tak postanowiłam przed wyjazdem.

 

 

- Widzi pani, że można… – w geście bezradności rozłożyła ręce i pogardliwym spojrzeniem omiotła mężczyznę – Na polanie zapytał mnie po angielsku gdzie jest Świątynia Wang i czy tam nie idę? Odpowiedziałam, że w drodze powrotnej będę przechodzić obok. Od dobrej godziny lezie za mną, a na szlaku żywego ducha.

 

Kobieta była poirytowana.

 

- Przecież to jest dokładnie w przeciwnym kierunku. Może pani mu się spodobała? – zapytałam.

 

- No wie pani? Ja mam w szpitalu umierającego na raka męża… – zmroziła mnie tą odpowiedzią.

 

- Rozumiem, że pani nie zna tego pana? – wykrztusiłam z siebie.

 

- Nie – ucięła krótko.

 

Kobieta stanęła przed mężczyzną i zaczęła z nim rozmawiać po angielsku, wskazując jednocześnie dłonią na mnie.

 

- Ta pani idzie w stronę Karpacza i Świątyni Wang…

 

Mężczyzna wyglądał jakoś znajomo, no i oczywiście postanowił zawrócić. Przedstawiliśmy się podając sobie dłonie. Nie omieszkałam w tę angielską kurtuazję wpleść pytania:

 

- Nie ma pan ze sobą mapy, telefonu…?

 

Odpowiedź dostałam bardzo filozoficzną?

 

- Tak tu pięknie. Postanowiłem się zgubić?

 

- No… Postanowił się zgubić… – ironicznie przetłumaczyła na polski jego odpowiedź – z całym szacunkiem, pani bardziej wygląda na taką co go zgubi.

 

- To jest jakiś żart? – zapytałam po angielsku, spoglądając to na kobietę to na mężczyznę.

 

- Żart? – patrząc mi w oczy powtórzyła za mną.

 

Zarzuciła sobie plecak na ramię, uniosła dłoń do góry i kiwając nią na pożegnanie zaczęła się oddalać.

 

Karpacz

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Zwolniłam dopiero na polanie. Mężczyzna nie odzywał się całą drogę.

 

Dochodziliśmy do Świątyni. Przerwałam milczenie i zaczęłam opowiadać po angielsku, jak to dawno, dawno temu, będąc tu pierwszy raz spodziewałam się zobaczyć chińska Światynię Wang, pozaginane daszki... I jakie było moje zdumienie, gdy zobaczyłam oto ten budynek. Staliśmy za płotkiem.

 

Świątynia Wang Karpacz

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

- To jest Świątynia Wang – kontynuowałam.

 

- Tak, wiem – odpowiedział płynnie po polsku.

 

Wbiło mnie w ziemię…


Podziel się
oceń
284
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Ten, co przezwycięży siebie, zaiste silniejszym jest od tego, co tysiąc mężów w bitwie pokona

O mnie

Teresa Kiedrowska

Urodzona w Gdańsku. Absolwentka Zarządzania i marketingu Uniwersytetu Gdańskiego. Absolwentka Rachunkowości i finansów WSB w Gdańsku. Doświadczony handlowiec. Manager. Trener. Przedsiębiorca.


Lubię poznawać nowych ludzi i miejsca...


Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 150594

Lubię to