Bloog Wirtualna Polska
Są 1 255 134 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Mezzo forte

poniedziałek, 28 maja 2012 4:24

 

Ukryte w nas pragnienia
wracają we śnie,
a w słońcu i śpiewie ptaków
ukryte marzenia…

 

Dlatego warto się obudzić... Bongiorno!

 


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Twórcy wg Junga

niedziela, 20 maja 2012 23:33

 

Tak stuka los do wrót życia. Lub inna wersja: Tak puka przeznaczenie do bram życia. Tymi słowami Ludwig van Beethoven podobno  określił czteronutowy motyw, tzw. motyw losu swojej V Symfonii c-moll. Stąd podtytuł symfonii – Symfonia losu / przeznaczenia.

 

Człowiek prawie nigdy nie uświadamia sobie, do jakiego typu funkcjonalnego należy.


To samo odnosi się do typu postaw. Często rozróżnienie jest bardzo trudne i trzeba włożyć wiele psychologicznej pracy, aby z tego kalejdoskopowego obrazu, w jakim psyche ukazuje się obserwatorowi, wyłuskać właściwy jej typ.


Zadanie to jest tym trudniejsze, im silniejszy jest związek człowieka z nieświadomością.
W szczególności dotyczy to wszystkich natur artystycznych.


Ludzie twórczy i artyści mają niezwykle silny strukturalny związek, jakby „bezpośrednie połączenie” z nieświadomością; dlatego trudno ich zaliczyć do określonego typu, tym bardziej, że nie można bez zastrzeżeń porównywać dzieła i jego twórcy.

 

Na przykład często ten sam artysta jest w życiu ekstrawertykiem, a w swoich dziełach introwertykiem, lub odwrotnie.

 


W  świetle prawa przeciwieństw psychicznych można to dobrze rozumieć, zwłaszcza gdy chodzi o takich artystów, którzy w swych dziełach w sposób artystyczny przedstawiają to, czym nie są, czyli swoje dopełnienie.


Natomiast u tych artystów, których dzieło nie przedstawia ich drugiej, nie przeżytej strony, lecz tylko ich własny wywyższony, „wysublimowany” i wyidealizowany portret własny, dzieło i człowiek należy z reguły do tego samego typu.

 


Dotyczy to introwertyków, którzy przedstawiają samych siebie w postaciach subtelnych powieści psychologicznych, oraz ekstrawertyków, którzy ze szczególnym upodobaniem opisują przygody i ich bohaterów.

 

Jung uważa, że twórczość ekstrawersyjna powstaje dzięki artystycznemu przetworzeniu doświadczeń zewnętrznych.

Twórczość introwersyjna zaś „dzieje się” wskutek przemożnego wpływu treści wewnętrznych przejawiających się za pośrednictwem pióra lub pędzla artysty.
Proces twórczy o ile go w ogóle potrafimy prześledzić polega na ożywieniu odwiecznych symboli ludzkości drzemiących w nieświadomości, na ich rozwinięciu i przekształceniu w skończone dzieło sztuki.

 

„Kto mówi za pomocą praobrazów, ten mówi tysiącem głosów, ujarzmia i przezwycięża, a jednocześnie podnosi wzwyż to, co określa; przypadkowe i przemijające czyni wiecznotrwałym, los indywidualny przekształca w los ludzkości, a tym samym wyzwala w nas te pomocne siły, które zawsze umożliwiały ludzkości wyratowanie się z każdego niebezpieczeństwa i przetrwanie nawet najdłuższej nocy. … W tym tkwi tajemnica oddziaływania sztuki”.

 

Jung przyznaje szczególne miejsce twórczemu działaniu fantazji, którą uważa nawet za osobną kategorię, ponieważ jego zdaniem nie można jej zaliczyć do żadnej z czterech funkcji podstawowych, choć w każdej z nich ma swój udział, słuszny jest zatem powszechnie panujący pogląd, iż twórcza inspiracja właściwa jest tylko typowi intuicyjnemu, to znaczy że główną funkcją u każdego artysty musi być intuicja.

 

Fantazja jest wprawdzie źródłem inspiracji w pracy twórczej, ale jest to dar, który może pochodzić od każdego z czterech typów.

 

Fantazji twórczej, będącej szczególną zdolnością lub darem, nie należy mylić ani z „aktywną wyobraźnią”, która wnosi do świadomości, ożywia i utrzymuje obrazy zbiorowej nieświadomości, ani z intuicją, która jest jednym ze sposobów pojmowania zjawisk psychicznych, czyli jedną z funkcji świadomości.


Typ funkcjonalny bowiem ujawnia się dopiero w sposobie pojmowania i przetwarzania zarówno intuicji, jak i twórczych inspiracji oraz wytworów fantazji.


Tak więc dzieło jako owoc twórczości może należeć do innego typu niż artysta, który je stworzył, o typie artysty zaś należy wnioskować nie na podstawie treści dzieła, ale na podstawie sposobu jego wytworzenia.

 

Nie ma zasadniczej różnicy między fantazją artysty, a fantazją zwykłego człowieka; jednakże obok bogactwa, oryginalności i żywotności wytworów fantazji artystę wyróżnia jego zdolność i siła kształtująca, która umożliwia mu nadawanie formy swoim inspiracjom i łączenie ich w organiczno-estetyczną całość.

 

“Często słyszymy, że dla artysty zajmowanie się nieświadomością jest niebezpieczne. Wielu artystów ucieka od psychologii, ponieważ obawiają się aby ten potwór nie pożarł ich tak zwanej siły twórczej.


Jak gdyby cała armia psychologów mogła coś zdziałać przeciwko Bogu! Prawdziwa zdolność tworzenia jest źródłem, które nigdy nie może wyschnąć.

 

Czy gdziekolwiek na ziemi wymyślono jakiś podstęp, który by przeszkodził Mozartowi lub Beethovenowi w tworzeniu?


Moc twórcza jest silniejsza od człowieka. Jeśli jest inaczej, to w sprzyjających okolicznościach podtrzymuje ona mały talencik i nic więcej.

Gdy zaś jest neurozą, to często wystarczy jedno słowo, a nawet jedno spojrzenie, aby złudzenie rozwiało się.

 


Wtedy rzekomy poeta nie może już pisać wierszy, malarzowi zaś bardziej niż przedtem brakuje pomysłów i umiejętności. Winę za to ponosi  psychologia?

 

Byłbym rad, gdyby wiedza psychologiczna mogła działać w sposób tak oczyszczający i gdyby zdołała wyeliminować te elementy neurotyczne, które z dzisiejszej sztuki czynią niezbyt przyjemny problem.


Choroba nigdy nie sprzyja pracy twórczej, przeciwnie, jest dla niej największą przeszkodą. Zlikwidowanie jakiegokolwiek wyparcia nie może zniszczyć prawdziwej twórczości, podobnie jak nie można wyczerpać nieświadomości”.

 

Innym rozpowszechnionym błędem jest mniemanie, że skończone dzieło artystyczne warunkuje lub pociąga za sobą także psychiczną doskonałość jego twórcy.


Aby z „połączenia z nieświadomością” odnieść rzeczywistą korzyść dla procesu różnicowania psychicznego, a więc dla pożądanego rozwoju osobowości, trzeba wyłaniające się z głębi obrazy, symbole i wizje po ludzku przeżyć i zrozumieć, to znaczy  czynnie je przyswoić i zintegrować, „wyjść im naprzeciw i potraktować je z całą świadomością”.

 

Jednakże artysta często przyjmuje tylko bierną postawę wobec nich, obserwując i odtwarzając je, w najlepszym przypadku pozwalając, aby na niego oddziaływały.


Tego rodzaju przeżycie ma wprawdzie pełną wartość artystyczną, ale z ludzkiego punktu widzenia jest niedoskonałe.

 

Artysta, któremu by udało się zarówno swą własną osobowość, jak swoje dzieło, w jednakowym stopniu twórczo rozwinąć i ukształtować, osiągnąłby szczyt ludzkich możliwości.

 


Tylko nielicznym jest to dane; rzadko bowiem człowiekowi wystarcza sił, aby do jednakowej doskonałości doprowadzić pracę wewnętrzną i zewnętrzną. Albowiem „wielkie talenty są najpiękniejszymi, ale często najbardziej niebezpiecznymi owocami na drzewie ludzkości. Wiszą one na najcieńszych gałązkach, które łatwo się łamią.

J. Jacobi Psychologia Junga

 

 


Podziel się
oceń
88
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wena kontra rzemiosło

poniedziałek, 07 maja 2012 23:39

 

Natchnienie, czymkolwiek ono jest, rodzi się z bezustannego nie wiem...

Wisława Szymborska 

 

 

Natchnienie jako konwencja literacka

 

Trzeba wyraźnie odróżnić rzeczywiste natchnienie od natchnienia-konwencji literackiej. Na chwilę zatrzymamy się przy tym drugim zjawisku. Natchnienie w dziejach literatury doczekało się własnej mitologii. W starożytnej Grecji synonimami do słowa natchnienie była mania, szaleństwo, ekstaza. Rousseau w Wyznaniach opisuje objawy natchnienia: bicie serca, zaćmienie w oczach, zawroty głowy. Mickiewiczowski Konrad mdleje pod wpływem emocji, jakie wywołuje w nim Wielka Improwizacja.

 

To właśnie w romantyzmie, który silnie odcisnął piętno na polskiej literaturze, ukształtowała się sylwetka poety jako nieśmiertelnego i wszechmocnego Stwórcy. Trzeba jednak pamiętać, że była to jedynie konwencja literacka. Konwencją była także malarska wizja natchnienia nawiedzającego pisarzy wśród malowniczych i majestatycznych krajobrazów, jak choćby na słynnym obrazie Adam Mickiewicz na Judahu skale.

 

Wystarczy przejrzeć rękopisy romantycznych poematów, by przekonać się, że ci rzekomo wszechmocni twórcy wytrwali pracowali nad swoimi tekstami, pieczołowicie dobierali wyrazy i zapamiętale skreślali te partie tekstu, które wydawały im się nie dość dobre. Natomiast malarze, wręcz niszczyli swoje kolejne prace.

 

 

Natchnienie jako rzemiosło

 

Po czasach romantyzmu natchnienie zostało wyszydzone i zastąpione pisarskim rzemiosłem. Stendhal wyrzucał sobie, że stracił wiele czasu na „głupkowate wyczekiwanie natchnień”, a Flaubert grzmiał: „Natchnienie polega na tym, aby zasiadać do pracy o tej samej godzinie.”

 

Tymczasem prawda leży pośrodku. Nie można całkowicie zrównać natchnienia z pracą, bo przecież akt twórczy ma w sobie coś niezwykłego i magicznego. Z drugiej strony, natchnienie zwykle nie jest obezwładniającym, niezwykłym uczuciem, lecz raczej nagłym, krótkim impulsem. Pod wpływem natchnienia może pojawić się w naszym umyśle jakiś pomysł, rys charakteru postaci lub przebieg sceny.

 

Natchnienie w psychologii

 

Natchnienie, z pozoru tak ulotne i nienamacalne, jest przedmiotem zainteresowania psychologii twórczości. Momenty, w których rodzi się nowa idea, psycholodzy określają niezbyt poetycko brzmiącym słowem: wgląd. To chwila, w której nagle znajdujemy rozwiązanie problemu lub udaje nam się spojrzeć na niego w inny sposób. Wgląd wcale nie musi prowadzić do powstania utworu literackiego, kompozycji muzycznej czy obrazu. Może dotyczyć stosunkowo prostych problemów, pozwala nam np. zrozumieć dowcipy.

 

Wgląd często pojawia się nagle, co sugeruje, że natchnienie przychodzi znikąd, jakby pod wpływem działania sił nadprzyrodzonych. Zwykle jednak są to pozory. Skąd więc pochodzą te, jakby to powiedział Friedrich Schiller, „niespodzianki duszy”? Psychologia twórczości tłumaczy nagłość pojawiania się twórczych pomysłów na dwa sposoby, a są to teoria inkubacji i teoria rewizjonistyczna.

 

Teoria inkubacji

 

Zwolennicy teorii inkubacji twierdzą, iż twórcza idea powstaje w nieświadomości. Przebija się ona jak gdyby do świadomości po długim okresie inkubacji, czyli myślenia nieświadomego, nic więc dziwnego, że zaskakuje nas, kiedy pojawia się od razu w gotowej postaci. Nagle wychodzi na jaw mroczna i tajemnica praca naszych myśli, która z punktu widzenia świadomego umysłu jest najzupełniej przypadkowa. Tę koncepcję trudno jednak naukowo udowodnić.

 

Teoria rewizjonistyczna

 

Zwolennicy teorii rewizjonistycznej uważają natomiast, że doświadczenie nagłości wynika z czegoś wręcz przeciwnego, a więc: długotrwałej pracy nad danym problemem. Do twórczego pomysłu dochodzimy metodą prób i błędów i kiedy w końcu jedna z takich prób nas zadowoli, możemy mieć wrażenia, że pojawiła się nagle. To mylne odczucie wynika stąd, że wielokrotnie przerywaliśmy pracę nad problemem i podejmowaliśmy ją na nowo.

 

Psychologowie podkreślają, iż duży wpływ na powstanie twórczego pomysłu mają przerwy w pracy, które są okazją do odpoczynku oraz szukania inspiracji. Ponadto, dzięki przerwom można pozbyć się błędnych nawyków w myśleniu i spojrzeć na problem w sposób świeży.

Długo przed powstaniem koncepcji rewizjonistycznej, jej ogólny sens obrazowo przedstawił Goethe, pisząc: „My tylko układamy stos drzewa i staramy się, żeby było ono suche, a gdy przyjdzie pora, stos sam się zapala – ku naszemu zdumieniu.”

 

Natchnienie a szczęście

 

Choć poeci romantyczni z pewnością wyolbrzymiali emocje towarzyszące natchnieniu, to jednak uczeni wskazują, iż wraz z twórczym pomysłem pojawia się uczucie radości, zachwytu, a nawet euforii. Natchnienie daje więc szczęście, na które jednak trzeba sobie zasłużyć. „Niespodzianki duszy” pojawiają się nie przypadkowo, zwykle są poprzedzone dłuższą pracą umysłową.

 

– Zawód świadka?
– Artysta.
– A co konkretnie świadek robi?
– Parasole.
– To parasolnik jest artystą?!
– Zrób pan parasol…

 

 

Źródła: E. Nęcka, Psychologia twórczości, Gdańsk 2001,
J. Parandowski, Alchemia słowa, Warszawa 1965

 

Za górami, za lasami znajduje się pomnik pewnego kronikarza.

 

 

Zakapturzony mnich dzierży w rękach księgę i pióro. Legenda głosi, że kto dotknie jego pióra, tego już nigdy nie opuści natchnienie.

 

 


Podziel się
oceń
132
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 29 czerwca 2017

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Ten, co przezwycięży siebie, zaiste silniejszym jest od tego, co tysiąc mężów w bitwie pokona

O mnie

Teresa Kiedrowska

Urodzona w Gdańsku. Absolwentka Zarządzania i marketingu Uniwersytetu Gdańskiego. Absolwentka Rachunkowości i finansów WSB w Gdańsku. Doświadczony handlowiec. Manager. Trener. Przedsiębiorca.


Lubię poznawać nowych ludzi i miejsca...


Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 148772

Lubię to