Bloog Wirtualna Polska
Są 1 255 133 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Stadion Narodowy wyspą tropikalną?

poniedziałek, 25 marca 2013 23:58

 

Zadzwoniła do mnie M. z prośba abym…

- Proszę cię wyjaśnij A. o co mi chodziło z tym komentarzem, bo ja nie mam do niej siły.

- Mogę napisać… :)

 

Byłyśmy z M. na Stadionie Narodowym w jakiś tam dzień otwarty, na dwa miesiące przed Euro 2012. Przybyło bardzo wielu ludzi. Weszłyśmy za tłumem do środka. Po kilkunastu metrach M. chciała się wycofać, ponieważ podłoga tej budowli „pracowała”. Człowiek miał wrażenie, że przechadza się po moście pontonowym w czasie wichury.

 

- Czy oni zwariowali? Na test wytrzymałościowy zaprosili żywych ludzi? – powiedziała oburzona M.

 

A tu, okazało się, że obowiązuje jeden kierunek ruchu i nie wolno zawracać. Jedno wejście, jedno wyjście – po okrążeniu prawie całego stadionu.

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

- Proszę państwa na prawo, na prawo… - ruchem dyrygowali panowie w lśniących kamizelkach, z napisem „służba porządkowa”.

- Idziemy na prawo proszę pań!

 

To było do nas. Gdy nadal starałyśmy się przebić przez tłum „pod prąd” do wejścia…

- Prawa ręka to ta! – niejako tłumacząc, pracownik ochrony uniósł ją do góry, a następnie wskazał nią kierunek. Wyglądało to prawie jak rozkaz: marsz tam! Paradoks polegał na tym, że wszyscy szli w lewo. Hm.

 

Po paru dniach dostałam od M. wiadomość. W tytule: „W Wawie odwiedzę Cię tylko w kasku” i link do kabaretu Ani Mru Muu i Smile Kask.

 

 Fot. Teresa Kiedrowska

 

Kolejna rozmowa z M.

 

- Po co oni wybudowali Stadion Narodowy? Ten Jarmark Europa zyski chociaż przynosił – stwierdziła retorycznie M.

 

- Pamiętasz… jakaś dziewczyna na zajęciach u tego policjanta skarbowego zapytała: „Dlaczego jak firma ma stratę, to zaraz na kontrolę tacy jak on przychodzą”?

 

- A wtedy… A. znała go osobiście z jakiś tam egzaminów państwowych i powiedziała szeptem w naszym kierunku: „to teraz będą mieli jeszcze jedną kontrolę” – M. zaczęła sobie coś tam przypominać.

 

- Chodzi mi oto co on jej wtedy odpowiedział… - kontynuowałam, ale M. przerwała mi myśl.

 

- Aaaa, już wiem: „ przedsiębiorstwo się prowadzi proszę pani dla zysku” – odpowiedziała z zadowoleniem w głosie.

 

- No właśnie. Show powiedział: „Jestem znany ze swej ironii. Ale nawet ja nie wpadłbym na pomysł wzniesienia w porcie w Nowym Jorku Statui Wolności”. Ja bym powiedziała: jestem znana ze swojej ironii, ale nawet ja nie wpadłabym na wzniesienie w porcie Warszawa Stadionu Narodowego…

 

                                               Fot. Teresa Kiedrowska  

 

W tym momencie Miśka zaczęła się śmiać, przerywając mi kolejny raz.

 

- Oni tu czegoś innego potrzebują - kontynuowałam.

 

- Czego? – zapytała z zaciekawieniem.

 

- Kiedyś, zapytałam się „tubylców” na forum publicznym: „jak wygląda wasz czynny wypoczynek w weekendy w Warszawie”? Takie małe badanie marketingowe dla samej siebie zrobiłam. I dostałam odpowiedź, że.... wyjeżdżają w tropiki.

 

- W tropiki? Na dwie, trzy godziny po południu… wieczorem? – zapytała z niedowierzaniem w głosie.

 

- No – krótko odpowiedziałam.

 

- Wkręcasz mnie? – dopytywała.

 

- Nie.

 

- Wiem, wiem, nie podpowiadaj mi: przekształciłabyś Stadion Narodowy w wyspę tropikalną! – krzyknęła M.

 

- Dokładnie tak, najbliższa jest… pod Berlinem?

 


Podziel się
oceń
232
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czy boisz się latać samolotem?

sobota, 16 marca 2013 11:56

Chyba każdy z nas odczuwa ten dreszcz emocji zanim... Zanim, wysiądzie w końcu cały i zdrowy z samolotu. Myślę również, że wszyscy pamiętają swój pierwszy lot samolotem.

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Mój pierwszy lot? Leciałam tzw. "Antkiem". Aeroklub Gdański dysponował, nie wiem czy jeszcze dysponuje - dwupłatowcem. Nigdy bym do niego świadomie nie wsiadła. Dlaczego? Już jako dziecko, raczona byłam opowieściami znanych mi osobiście pasjonatów lotnictwa. Nad drzwiami, wewnątrz maszyny był napis: "wyskakiwanie i wskakiwanie podczas lotu samolotu grozi śmiercią lub kalectwem". Skoczek, za każdym razem, zanim opuścił samolot widział go. 

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

Czy tylko chodziło o tę rymowankę? Nie, akurat ten sport, tak jak i szybownictwo do najbezpieczniejszych nie należą. Jakiekolwiek informacje o wypadkach obrastały szybko w legendę. Paradoksem jest, że samej maszynie, jak i jej pasażerom nigdy się nic nie stało. Mimo to, te wszystkie historie, a zwłaszcza te traumatyczne, kojarzyły mi się mało pozytywnie z tym właśnie samolotem.

 

Do lotu przekonywano mnie używając różnych argumentów. Ileż to razy słyszałam, że: "przecież ten samolot jest bezpieczniejszy od typowego samolotu pasażerskiego. Nawet jak mu paliwa zabraknie, silnik zamilknie to on wszędzie wyląduje. Żeby tylko miał miejsce np. kawałek prostej drogi, łąki".

 

- Lecę - powiedziała mała osóbka będąca pod moją opieką.

- Jak to lecisz? Sama?! - zapytałam przerażona.

- Jak sama? - odpowiedziała rezolutnie - Pilot tam będzie, o i ci ludzie, którzy tam wsiadają również.

Nie minęła chwilka i siedziała w samolocie... a ja razem z nią.

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

 

Siedzę w samolocie. Po lewej mężczyzna, po prawej kobieta. Samolot kołuje na pas startowy.

- Boi się pani latać? - zapytała.

- Nie - odpowiedziałam. Jednocześnie uśmiechem starałam się dodać jej otuchy.

Czy była to prawda? No cóż, była tam we mnie jakaś odrobina lęku, ale widząc strach w jej oczach, nie uważałam, aby stosownym było rozwijać ten temat akurat teraz. Za to mężczyzna uznał ten wątek za ciekawy.

 

- A czego się pani boi? Brzozy to dopiero przy lądowaniu będą? - wypalił.

 

Oglądaliście film "Zanim odejdą wody?" Bo ja, w tym momencie pozazdrościłam Highmanowi (Robert Downey) zaistniałej sytuacji. Moi towarzysze podróży nie podzielali mojego gustu.

 

- A "Lot" pan widział? Tam Denzel Washington wyprowadził samolot - paplała.

- Ciekawe czy nasz pilot jest trzeźwy?

 

Mężczyzna z pewnością nie był. Czy brał coś jeszcze na uspokojenie? Nie ulega wątpliwości, że był bardziej zestresowany od tej kobiety.

 

(...)

- Myśli pani, że jak samolot uderzy o ziemię to zamienimy się w diamenty?

 

Można tak sobie rozmawiać w samolocie? Można! Gwoli wyjaśnienia, pan słyszał o takiej metodzie kremacji. W sprzyjających warunkach miałyśmy lśnić na szyjach naszych spadkobierców... oprawione w złoto.

 

W sprzyjających warunkach?

 

Tak przypomniał mi się mój ostatni, bezpieczny lot Antkiem nad Zatoką Gdańską i zrobione wtedy zdjęcia.

 

fot. Teresa Kiedrowska

 

Dygresja. Oczywiście, nowo wybrany papież Jorge Mario Bergoglio tego nie powiedział.

 


Podziel się
oceń
264
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jak schudnąć

czwartek, 07 marca 2013 23:21

 

- A ty co taka połamana? – zapytał korpulentny szatyn.

 

- Stanęłam po zimie na wadze i... zaczęłam się odchudzać – odpowiedziała sympatyczna, zielonooka blondynka.

 

- Nie, naprawdę wzięłaś się za siebie Anka? – z zaciekawieniem przyłączyła się do rozmowy krótko ostrzyżona, rudowłosa dziewczyna.

 

- Wzięłam, wzięłam.  Biegam, chodzę na basen, oczywiście dieta i kupiłam takie tabletki na odchudzanie – z ożywieniem zaczęła tłumaczyć.

 

Pojawił się wysoki brunet.

 

- Słyszeliście ten dowcip? – zapytał i nie czekając na odpowiedź z dzikim uśmiechem na twarzy kontynuował - Facet przychodzi do apteki, prosi o tabletki na odchudzanie, a aptekarka mu mówi, że nie sprzeda, bo przed chwilą kupił już dziesięć opakowań. Na co on skruszony odpowiada: „że wie, ale jakoś się nimi nie najadł”.

 

Towarzystwo wybucha śmiechem.

 

- Jedno jest pewne, te wszystkie tabletki, suplementy diety, koktajle to skutecznie odchudzają, ale… portfel. Wiem coś o tym – poważnie stwierdziła kolejna.

 

- A ja słyszałem, że owszem istnieją świetne tabletki na odchudzanie. Zapisuje je pewien lekarz – dziewczyny wlepiły w szatyna zaciekawione oczy -  Opakowanie zawiera 200 sztuk. Tabletek nie połyka się. Trzeba je rozsypać na podłodze. Następnie, schylając się po każdą tabletkę osobno, a potem wyprostowując... wszystkie pozbierać. Należy je stosować 3 razy dziennie aż do…

 

- Ha, ha, ha – sarkastycznie, z przerwami po każdym przecinku wycedziła Ania.

 

- Jak ci się nie podobają tabletki, to słyszałem o plastrach – brunet się rozkręcał.

 

- Jakich plastrach? – dopytywała, wyraźnie zainteresowana tematem blondyneczka.

 

- Są takie plastry na odchudzanie, zmieniasz je co 24h. Próbowałam, na mnie nie działają – odezwała się z ponurą miną rudowłosa.

 

- Tak, ja też o nich słyszałem. Są bardzo skuteczne, tylko że trzeba nimi zaklejać usta – wyrzucił z siebie ze śmiechem szatyn.

 

 

- Hej Zuza! – zawołał ktoś z towarzystwa na widok, bardzo, ale to bardzo szczuplutkiej dziewczyny.

 

- Hej! Z czego się Tomciu śmiejecie? – zagadnęła szatyna.

 

- Z siebie – odpowiedział.

 

- Rozmawiamy o NIEjedzeniu – dopowiedziała Ania.

 

- A co? Pościcie? – kontynuowała Zuzia.

 

Wszyscy spojrzeli po sobie.

 

- Ja poszczę, mojej żony nie widziałem od tygodnia – dorzucił Tomasz.

 

 

- A słyszałeś o tym, jak gość szedł ulicą i zauważył szyld reklamowy: Przyjdź do nas, a schudniesz w jeden dzień?... – wtrącił brunet, szukając zainteresowania swoim wywodem w oczach pozostałych rozmówców - Poszedł więc pod wskazany w reklamie adres i okazało się, że to… dom schadzek…

 

- Przestań Bartek – Zuzia z dezaprobatą tasowała żartownisia wzrokiem.

 

- Opowiadaj dalej – poprosił zaciekawiony kompan.

 

- Wszedł do środka, podeszła do niego miła kobieta i pyta: „Ile chce pan schudnąć?” A on jej na to: „Na początek, powiedzmy... no, trzy kilo.” Babka poprosiła go aby się udał do pokoju numer trzy. Wchodzi do pokoju numer trzy i widzi nagą kobietkę, która woła: „Jak mnie złapiesz, będę twoja!” Facet zaczął ją gonić, a ona uciekała, uciekała, aż wreszcie złapał ją i...

 

- Teraz to już „przeginasz” – nie dawała za wygraną Zuzanna.

 

Bartek nie zrażony jej kolejną uwagą kontynuował.

 

- Nazajutrz wchodzi na wagę, patrzy... schudł 3 kilo. Postanowił wrócić do tego przybytku rozkoszy raz jeszcze. Na dzień dobry „recepcjonistka” zapytała go: „Ile pan chce schudnąć tym razem?” „Sześć kilo” - odpowiedział. Kobieta zaprowadziła go do pokoju numer sześć.
Wszedł, patrzy... a tam jeszcze ładniejsza i jeszcze zgrabniejsza niż poprzednio dziewczyna, puszcza do niego oczko i zmysłowym głosem zachęca: „Jak mnie złapiesz, będę twoja.”
Gość ją dogonił, złapał i...

 

- No i co w tym śmiesznego? – wtrąciła się rudowłosa.

 

- No i następnego dnia facet staje na wadze, patrzy... schudł sześć kilo! Znów poszedł do tego SPA i znów go pytają: „Ile chce pan schudnąć?” Gość postanowił wybrać ofertę 10 kg. Sama szefowa pochwaliła jego wybór i powiedziała, że ten pakiet to coś naprawdę specjalnego, wyjątkowego i skierowała go do pokoju numer 10. Facet wchodzi do pokoju numer 10, patrzy, a tam mooocno opalony i dobrze zbudowany kulturysta woła: „Jak cię złapię, będziesz mój!”

 

- Ja, na twoim miejscu Tomku już bym stała w kolejce – powiedziała parskając śmiechem Zuzia.

 

 

- Słyszałam kiedyś anegdotę… – próbowała przebić się przez odgłosy śmiechu Ania - Pewien profesor, podczas wykładu dla studentów technologii żywienia, powiedział, że najwięcej kalorii spala się podczas wchodzenia po schodach i... seksu właśnie.

 

- Jasne. Czytałaś Traktat o odchudzaniu Chmielewskiej? Ona też twierdzi, że chudnie się od sexu – odezwała się dotąd milcząca dziewczyna.

 

- Od sexu też, ale najbardziej od… Jak ona to tak ładnie nazwała? – usiłowała sobie przypomnieć coś Zuzia – Już mam. Od „głodu przetrzymanego”.

 

- No nie wiem – zaoponował Tomek - Im dłużej nie ma mojej żony, to tym bardziej chce mi się kochać. Nic więc dziwnego, że istnieje efekt jo-jo.

 

 

 - O jest Luka z gitarką. Może coś nam zagra? – powiedziała głośno któraś z dziewczyn.

 

Wszyscy spojrzeli na wchodzącego mężczyznę. Trzydniowy zarost, szelmowski błysk w oku.

 

- Może zagra – przekornie odpowiedział.

 

On grał, a ja zagłębiłam się w swoich myślach… cdn.

 

Fot. Źródło: znalezione w sieci 


Podziel się
oceń
274
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

czwartek, 29 czerwca 2017

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Ten, co przezwycięży siebie, zaiste silniejszym jest od tego, co tysiąc mężów w bitwie pokona

O mnie

Teresa Kiedrowska

Urodzona w Gdańsku. Absolwentka Zarządzania i marketingu Uniwersytetu Gdańskiego. Absolwentka Rachunkowości i finansów WSB w Gdańsku. Doświadczony handlowiec. Manager. Trener. Przedsiębiorca.


Lubię poznawać nowych ludzi i miejsca...


Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 148726

Lubię to