Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 092 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wysoko, wyżej

środa, 26 grudnia 2012 20:11

 

 

Choć dla większości tym Everestem będą tylko skałki, Tatry, Alpy to tak w gruncie rzeczy najważniejsze jest samo zdobywanie, dążenie do celu i walka o osiągnięcie go, gdyż w naturze człowieka zakodowano, by wciąż zwracał się ku nowemu i nieznanemu. Pięknie i zwięźle oddaje to buddyjska zasada Droga jest celem.

 

Alexander Lwow

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

To był jeden z tych widoków, które robią na człowieku niezapomniane wrażenie, zapadając głęboko w jego pamięci. Trwałe odczucia wielkości i wspaniałości dzieł przyrody, którego nigdy nie można utracić, ani zapomnieć.

Francis Junghusbond

 

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest to mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć wyobraźnię i filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności. A samo przebywanie w górach łagodzi (...).

Krzysztof Wielicki

 

Tu M. rzuciła się w przełęcz w pogoni za moją czapką, z głębokim postanowieniem...

 

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

 

(...) A kto wie, czy za rogiem
Nie stoją Anioł z Bogiem?
I warto mieć marzenia
Doczekać ich spełnienia.

Kto wie czy za rogiem
Nie stoją Anioł z Bogiem?
Nie obserwują zdarzeń,
I nie spełniają marzeń?
Kto wie?
Kto wie?
Kto wie? (...) De Su

 

Weszliśmy do restauracji. Kapela góralska przygrywała cudnie na skrzypeczkach.

 

- A Państwo jakiego stolicka sukajom? – zapytał kelner ubrany w białą lnianą koszulę, białe obcisłe wełniane portki z lampasem, ozdobione parzenicami.

Pytanie było dość dziwne. Wolny był tylko jeden stół, na co najmniej kilkanaście osób.

- A takiego trochę bardziej kameralnego, niż ten – odpowiedziałam, wskazując na olbrzymi „mebel z góralskom dusą”.

- A to ni mo problemu, moge psynieść piłę. Zaros zrobimy mniejsy.

Wybuchliśmy śmiechem.

 

Do naszego "stoliczka" przysiadł się kolejny kelner. Góral, podparł ręką swoją głowę i z uśmiechem, patrząc każdemu z nas głęboko w oczy powiedział:

- A dzień dobry.

- Dzień dobry.

- To co, będziemy cosik jedli, pili? Najpierw pili, potem jedli?

Jednocześnie z ramienia zaczął ściągać "zbindowane" w ciupagi menu.

 

Menu było napisane z polotem, dowcipnie. Golonka po zbójecku, danie dla pięciu owiecek…

 

- Jagnięcina z kurkami będzie dobra? – zapytała M.

- Ni mo kurek. Kurki so, jak rosno kurki w lesie. Teraz so inne podgrzybki. Jagód analogicnie tys ni mo - wyjaśniał szczerze ubawiony.

 

Zanim zdążyliśmy złożyć zamówienie, kelner wiedział o nas prawie wszystko, a i my staraliśmy się poznać go bliżej.

 

- Jak masz na imię?

- Carek.

- Masz żonę?

- Mom, i synka mom. I teściową tys mom i kochom. Za jedno ją kochom, że wydała na świat tak dobrą córkę – moją żonę. Teściowa tys mnie kocha, jak... dutki psynose. ;)

 

Złożyliśmy zamówienie.

- Mogę zatrzymać jeszcze menu? – zapytałam.

Chłopak kiwnął głową, wskoczył na stół. Zeskoczył na podłogę, w rytm muzyki z impetem przytupnął, krzyknął:

- hej! - i pobiegł w kierunku kuchni.

 

Czekaliśmy na jedzonko.

 

Nasz kelner zdjął z filarów dwa końskie chomąta i ozdobił nimi szyje, pary siedzącej przy stoliku obok nas. Salwom śmiechu nie było końca.

 

W międzyczasie przeglądałam jeszcze raz menu. Wypadła kartka...

 

Na scynście! Na zdrowie! Na to Boże Narodzenie!
Żeby sie wom darzyło, mnozyło,
W polu, sopie, na sałasie i oborze,
Żeby się wom rodziła psynicka i groch.
Owiesek zeby był wąsaty, a gospodarz bogaty,
Zeby się dobrze gospodarzyło

A dobytku sporo przybyło
Coby się urodziły ziymniocki i zytko
No i zeby urosła wielko świnia na korytko
Cobyście mieli pełne piwnice i pełne pudła
Gospodyni zeby wom u pieca nie schudła (…)

Tak to Boze dej!

 

 

Góry najlepiej uczą, że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć.

Alexander Lwow

 

Ogromnych, smacznych porcji jadła jakie nam zaserwowano - również.

 

Fot. Teresa Kiedrowska

 

I jeszcze raz z bliska spojrzeć na Tatry, odetchnąć głęboko świeżym powietrzem. 

 

Wesołych Świąt! 


Podziel się
oceń
300
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Prawdziwa wartość

sobota, 22 grudnia 2012 23:59

 

Przyszedłem do ciebie, mistrzu, bo mam ogromny osobisty problem. Czuję się tak mało dowartościowany, że wpadłem w depresję i nic mi się nie chce robić. Wszyscy mną pomiatają. Ciągle słyszę, że do niczego się nie nadaję, że nic mi dobrze nie wychodzi, że nic nie potrafię i jestem beznadziejny. Jak mam postępować, żeby to zmienić? Co mam zrobić, żeby ludzie mnie szanowali? – użalał się uczeń – Mówiłeś mi, że jestem zdolny i mądry, że będę „kimś”, ale to okazało się kłamstwem.

 


Mistrz był czymś wyraźnie zajęty i nie patrząc na niego, powiedział:

- Daj mi dzisiaj spokój, młodzieńcze. Jestem bardzo zajęty swoimi sprawami i nie mogę ci pomoc. Najpierw muszę dać sobie radę z własnym problemem.


- No, widzisz, ty też mnie ignorujesz – zauważył uczeń.


- Przyjdź może trochę później… - zastanowił się mistrz i dodał: – A może zechciałbyś mi pomóc? Mógłbym wtedy szybciej rozwiązać swój problem, i zająłbym się twoją sprawą.


- Oczywiście, mistrzu – niepewnie odpowiedział młodzieniec obawiając się, że nie podoła zadaniu, a jednocześnie czując ponowne odrzucenie z powodu odsunięcia jego potrzeb na później.


- Mam do spłacenia dług. Do jutra muszę oddać jednego dukata – ciągnął dalej mistrz – a nie mam pieniędzy. To jest mój problem.


- Ja też nie mam i ci nie pożyczę – wtrącił szybko uczeń.


- No cóż, trudno. Ale możesz mi pomóc inaczej – powiedział mędrzec. Zdjął przy tym pierścień z małego palca lewej dłoni i podał go młodzieńcowi, mówiąc: - Weź konia ze stajni i pojedź na targ. Sprzedaj ten pierścień. Pamiętaj jednak, abyś wytargował za niego możliwie jak najwięcej, i nie zgadzaj się na cenę poniżej jednego dukata. Tyle mam oddać. Jedź i szybko wracaj z pieniędzmi.

 


Młodzieniec wziął pierścień, wskoczył na konia i pojechał na targ. Sprawa była tak prosta, że dziwiło go, iż mistrz nie może sobie z tym poradzić.

 


Na targu od razu zaczął oferować pierścień przy pierwszym napotkanym straganie. Handlarz patrzył i słuchał z zainteresowaniem do momentu, gdy uczeń wymienił cenę. Wtedy machnął lekceważąco ręką i odesłał go dalej.

Inni kupcy reagowali podobnie. Kiedy tylko dowiadywali się, że chce sprzedać pierścień za dukata, wybuchali śmiechem, a niektórzy odchodzili. Najwięcej, ile młodzieniec mógł uzyskać to dwadzieścia pięć miedziaków.


Pewien stary kupiec, zapewne z litości, był na tyle miły, że podjął się trudu wyjaśnienia mu, iż jeden dukat ma o wiele większą wartość niż jego pierścień. Ale kończąc swój wywód, też się uśmiechał.

Ktoś inny chcąc mu pomóc, zaoferował jednego srebrnika i worek ryżu, jednak młodzieniec, pamiętając pouczenia mistrza, nie przyjął oferowanej zapłaty. W miarę upływu czasu był coraz bardziej załamany. Zadanie wydało się nie do wykonania.

 


Zaproponował kupno pierścienia chyba ponad stu kupcom, ale na nic. Przygnębiony i zupełnie załamany swoim niepowodzeniem wsiadł na konia i odjechał. Dużo by dał za to, aby móc ofiarować mistrzowi dukata i uwolnić go od jego zmartwienia. Wtedy mógłby otrzymać radę i pomoc dla siebie. Podjechał pod chatę i wszedł do środka.

 


Mistrzu – powiedział – przykro mi bardzo, ale nie zdołałem uzyskać za pierścień żądanej przez ciebie sumy. Odwiedziłem prawie stu handlarzy i kupców. Najwięcej co mi oferowano, nie przekraczało wartości dwóch czy trzech srebrników. Ale wiesz co? Stopniowo traciłem zapał i nie przekonywałem kupców wystarczająco dobrze. Przecież to nie jest uczciwe i wręcz niemoralne. Jak można kogoś oszukiwać i żądać tak dużo? Mówić, że pierścień jest wart więcej, żądać za niego całego dukata, skoro wszyscy uważają inaczej?


- To co powiedziałeś, jest bardzo mądre i bardzo ważne, młody przyjacielu – odparł mistrz, uśmiechając się. – Rzeczywiście, powinniśmy najpierw poznać prawdziwą wartość pierścienia. Wsiądź jeszcze raz na konia i pojedź do starego jubilera na końcu miasta. Nikt lepiej niż on nie wyceni pierścienia. Powiedz, że ja cię przysyłam i że chcę sprzedać ten pierścień. Zapytaj go, ile jest wart i ile ci może zapłacić. Ale nie zważaj na jego propozycję kupna. Wróć z powrotem z pierścieniem.

 


Młodzieniec, bardzo niechętnie wsiadł z powrotem na konia i pojechał. Stary jubiler starannie badał klejnot w świetle oliwnej lampy, patrzył na niego przez lupę, ważył pierścień na wadze i coś liczył na kartce papieru.

Odłożył lupę i powiedział: - Młodzieńcze, powiedz mistrzowi, że jeśli zależy mu na tym, abym od razu kupił pierścień, to nie mogę dać mu więcej jak siedemdziesiąt osiem dukatów.


- Siedemdziesiąt osiem dukatów?! – wykrzyknął młodzieniec, nie mogąc opanować zdziwienia. Reakcję tę jubiler chyba źle odczytał, bo szybko dodał:


- Tak, wiem że to mało. Z czasem moglibyśmy znaleźć dobrego kupca i dostać za niego około dziewięćdziesięciu… stu – poprawił się – dukatów. No, ale jeśli to pilne, to dzisiaj tylko tyle.


Młodzieniec był rozentuzjazmowany. Pędził na łeb na szyję do mistrza, by podzielić się z nim dobrą nowiną.


- Usiądź – powiedział spokojnie mistrz, wysłuchawszy go najpierw uważnie i ponownie nasuwając pierścień na mały palec lewej dłoni. – Ty również jesteś jak ten pierścień.

Zbigniew Królicki Bajki Chińskie, czyli 108 opowieści dziwnej treści

 


Podziel się
oceń
128
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Echo

czwartek, 20 grudnia 2012 23:12

 

Życie to echo.
To, co wysyłasz w świat - wraca do Ciebie.
To, co siejesz - zbierasz.
To, co dajesz - dostajesz.
To, co dostrzegasz w innych, istnieje w Tobie.

 

 

Ojciec i syn wybrali się w góry. Wspinali się na szczyt podziwiając roztaczające się przed nimi widoki. Nagle syn upadł raniąc się. Z bólu krzyknął:

- AAAhhhhhhhhhhh!
Usłyszał głos płynący z gór, który powtórzył po nim:
- AAAhhhhhhhhhhh!

Zaciekawiony głośno zapytał:
- Kim jesteś?
I otrzymał odpowiedź:
- Kim jesteś?

Wtedy zawołał w kierunku gór:
- Podziwiam was!
Głos odpowiedział:
- Podziwiam was!

Zezłoszczony na odpowiedź, wykrzyczał:
- Tchórz!
I otrzymał odpowiedź:
- Tchórz!

 

Zdziwiony popatrzył na swojego ojca i zapytał:
- Co się dzieje?

Ojciec uśmiechnął się i powiedział:
- Słuchaj synu uważnie.
Również on głośno krzyknął:

- Ty jesteś mistrzem!
Głos odpowiedział:
- Ty jesteś mistrzem!


Chłopak był zaskoczony – Nic nie rozumiem, o co chodzi? – zapytał.

 

Wtedy ojciec wyjaśnił:
- Ludzie nazywają to echem, ale naprawdę to jest życie. Daje Ci wszystko z powrotem. Jest odbiciem naszych działań. Jeśli chcesz więcej miłości w świecie, twórz więcej miłości w Twoim sercu.

Jeśli chcesz więcej kompetencji w Twoim zespole, popraw Twoje kompetencje…

Ten związek występuje we wszystkich aspektach życia.

 

Życie oddaje to, co do niego wniesiesz.

 


Podziel się
oceń
11
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mikołajkowe niespodzianki w Holandii

czwartek, 06 grudnia 2012 17:30

 

Gdy my dziś rano zaglądaliśmy do czystego bucika w poszukiwaniu prezentów, holenderskie dzieci wczoraj wieczorem wkładały do buta marchewkę dla konia Sinterklassa…

 

 

Tradycja holenderska głosi, że Sinterklaas – święty Mikołaj, mieszka gdzieś na Półwyspie Iberyjskim. Już w październiku holenderskie dzieci wysyłają mu swoje świąteczne prośby.

 

Dlaczego tak wcześnie? W połowie października, Sinterklaas wraz ze swoim pomocnikiem, Maurem zwanym Zwarte Piet i… prezentami opuszcza Hiszpanię.

 

 

Długą podróż odbywa parowcem. Statek wpływa do wybranego holenderskiego portu (co roku innego), dokładnie w pierwszą sobotę po dniu świętego Marcina.

 

Witają go tłumy dzieci i dorosłych. Po opuszczeniu parowca, Mikołaj odbywa przejażdżkę ulicami miasta na białym koniu w otoczeniu licznych roztańczonych, kolorowo ubranych pomocników – Czarnych Piotrusiów. Za orszakiem podążają wozy z prezentami, orkiestra. Na zakończenie parady, świętego Mikołaja wita burmistrz.

 

 

Zgodnie z tradycją, teraz Sinterklaas jest ważniejszy niż jakikolwiek przedstawiciel władzy w danym mieście. Szczodry biskup przez następne tygodnie przemierza cały kraj. składa tu i tam wizyty oraz rozdaje drobne prezenty napotkanym dzieciom. Spotkać osobiście świętego Mikołaja nie jest rzeczą prostą. Jest jeden.

 

 

Przybycie świętego Mikołaja wyznacza również czas rozpoczęcia świątecznych zakupów, które trwają aż do 5 grudnia.

 

Mikołajki dla Holendrów są najważniejszym świętem. Wieczorem przed snem, chętni na prezenty wkładają do swojego buta marchewkę, przeznaczoną dla konia świętego Mikołaja.

Dzieci wierzą, że pomocnik – Zwarte Piet, niezauważony przez nikogo wspina się po linach na dach. Następnie przez komin dostaje się do domu i w zamian za marchewkę zostawia prezent.

 

fot. Teresa Kiedrowska             

          

Podarunek musi być pięknie zapakowany. Składa się z niespodzianki oraz krótkiego zabawnego wierszyka opisującego osobę obdarowaną.

 

Wierszyki są naprawdę zabawne. Holendrzy mają niesamowite poczucie humoru. Kiedyś jeszcze do tego wrócę, a teraz…

 

 

W czasie świąteczno-mikołajkowego szaleństwa, w każdym mieście trudno nie natknąć się na  Czarnego Piotrusia. Przebrany jest personel sklepów. Zwarte Piet może cię zaczepić na każdym rogu ulicy. Dzieci przebierają się w przedszkolach, szkołach…

 

 

W tym roku również... policjanci z Rotterdamu poczuli świąteczny klimat i przebrali się w stroje Zwarte Pieta.

 

Funkcjonariusze po metamorfozie mieli za zadanie obserwować podejrzane zjawiska na rotterdamskich ulicach i być wabikiem na agresję ze strony przechodniów. Eksperyment przyniósł zaskakujące rezultaty.

 

Jak podaje dziennik Algemeen Dagblad policjantom przebranym w stroje Zwarte Pieta udało się między innymi zatrzymać na gorącym uczynku nastolatka, który próbował ukraść Ipada. Z kolei kilkanaście innych osób otrzymało ostrzeżenia z powodu wulgarnego, często rasistowskiego lub seksistowskiego obrażania policyjnych Pietów. Gazeta nie podaje jednak, jakie konkretne obelgi trafiły do uszu policjantów.



- Nie chcielibyście wiedzieć, jakie rzeczy krzyczeli przechodnie w stronę Pietów - powiedział dziennikarzom AD, rzecznik rotterdamskiej policji.

 

A Wy coś dostaliście w prezencie od Mikołaja?

 


Podziel się
oceń
244
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Ten, co przezwycięży siebie, zaiste silniejszym jest od tego, co tysiąc mężów w bitwie pokona

O mnie

Teresa Kiedrowska

Urodzona w Gdańsku. Absolwentka Zarządzania i marketingu Uniwersytetu Gdańskiego. Absolwentka Rachunkowości i finansów WSB w Gdańsku. Doświadczony handlowiec. Manager. Trener. Przedsiębiorca.


Lubię poznawać nowych ludzi i miejsca...


Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 150568

Lubię to