Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 092 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Te kocie ruchy

środa, 16 października 2013 18:00

 

Człowiek powinien się uczyć na cudzych błędach, bo sam popełnić wszystkich nie zdoła.

Joanna Chmielewska

 

Tales z Miletu obserwując gwiazdy, wpadł w ciemności do studni. Wtedy piękna niewolnica rzekła, że chciał zobaczyć, co się dzieje na niebie, a nie dostrzegł tego, co znajduje się pod jego nogami…

 

Kraków… Miało być o rzeźbie Luci di Nara Igora Mitoraja. O Tadeuszu Kantorze, jego Umarłej klasie. O relacji uczeń – mistrz, czyli wpływie Kantora na decyzję Mitoraja, odnośnie porzucenia awangardy i powrotu do najstarszej formy rzeźby, skupieniu się na człowieku, jako jedynym temacie twórczości. Miało być o Niedzielach dla Tańca, Balecie Dworskim Cracovia Danza i Szachach wg Kochanowskiego…

 

I na swój sposób było. Bo niektóre rzeczy można zobaczyć, tylko kiedy komuś… zsunie się z twarzy żelazna maska?

 

Wieczór po szkoleniu. Weszliśmy do restauracji. Mieliśmy szybko coś przekąsić i potem zwiedzać miasto. Szumnie powiedziane, bo Kraków to w XIV wieku miał tylko 22 ulice. A teraz?

Przeglądaliśmy menu. Obok nas, przy sąsiednim stoliku siedziała para młodych ludzi. Grali w bierki? Wszyscy zaczęliśmy się dyskretnie przyglądać.

 

Dziewczyna mówiła do chłopaka:

- (…) i wtedy Karol się jej pyta: „a proszę pani, co mam zrobić, aby zamiast trójki dostać czwórkę?”, na co psorka mu odpowiedziała: „no na stole, mi tu nie będziesz tańczył.”

 

Ciekawe, pomyślałam w duchu, ponieważ za moich szkolnych czasów, szanowany, dystyngowany nauczyciel matematyki zatańczył na katedrze. Po tym, jak klasie matematyczno-fizycznej, obiecał ten taniec, jako nagrodę za „roztrzaskanie” teoretycznie nierozwiązywalnego zadania. Myślę, że jego pląsy, dostarczyły niejednemu uczniowi  większej strawy duchowej, niż Bolero w interpretacji Maurice Bejarta…

 

Z rozmyślań wybił mnie, głośny okrzyk radości dziewczyny:

- Kim jestem? Zwycięzcą!

Dziewczyna wprawnym ruchem chwyciła resztę bierek, odtańczyła krótki, spontaniczny taniec triumfu. Chłopak z uśmiechem na twarzy, wyciągnął z kieszeni portfel.

- OK, no to ja płacę.

 

X. przyglądał się sytuacji z dezaprobatą. Zakrywając się kartą dań, konspiracyjnym szeptem skomentował zaistniałą sytuację:

- No nie. Jak wygrała? Przecież on jej dawał fory. Widziałem te kocie ruchy, którymi go otumaniła.

A. oderwała się od lektury menu, spojrzała na X. z oburzeniem.

- Czy ten chłopak wygląda ci na przegranego? Zresztą, my też możemy tu w coś zagrać.

Do rozmowy włączył się Z.

- Chyba w szachy – powiedział z ironią w głosie.

 

Koty.szachy.jpg

 

- W szachy? – podjął temat wyraźnie ożywiony X. – Nie. Jest nas trochę za dużo… nigdy stąd nie wyjdziemy. O! W Chińczyka!

Przerzuciliśmy kartki menu, zgodnie z sugestią A. Na ostatniej stronie, był opis dań promocyjnych w wybrane dni i powiązane z nimi możliwości wypożyczenia gier.

 

Podszedł kelner. Poprosiliśmy o planszę do Chińczyka, piony, kostkę… Oczywiście złożyliśmy też zamówienie. Graliśmy. W międzyczasie, każdy z nas pochłonął danie główne, deser, że o kawie nie wspomnę…

 

Przed nami leżała plansza. Wszyscy uczestnicy gry, byli w takiej samej sytuacji. Nikt, nie miał żadnego piona w przysłowiowym „domku”. Prowadziliśmy niczym dzieci, zaciętą, pełną śmiechu rywalizację. Jeden drugiemu, ze swoistą satysfakcją zbijał pionki. Zajęci grą, nie zauważyliśmy jak nad nami wyrósł kelner.

 

- Proszę Państwa, zamykamy.

Spojrzeliśmy po sobie.

- Jak zamykamy? – zapytał X. spoglądając na zegarek. Miał minę skrzywdzonego dziecka.

- Noo… tak. Po prostu. Przykro mi – odpowiedział kelner wzruszając ramionami.

- A czy można kupić tego Chińczyka? – dopytywał X.

- Niestety nie – odpowiedział z uśmiechem mężczyzna.

- A może chociaż wypożyczyć? – błagalnym tonem głosu wspierał kolegę w negocjacjach Z.

Widząc konsternację kelnera, do rozmowy wtrąciła się A.

- Pan ich nie słucha, oni żartują – powiedziała.

 

Kelner sprzątał ze stołu, a my się ubieraliśmy. Gra nie została rozstrzygnięta. X. zastanawiał się głośno, gdzie o tej porze można kupić w Krakowie Chińczyka.

 

Wychodzimy z restauracji. A. rozejrzała się na boki.

- No wiecie co? Żeby być w Krakowie i tyle czasu zmarnować na grę w Chińczyka?

X. zaczął śpiewać, objął A. w pasie i porwał ją do tańca.

- Czy pamiętasz jak ze mną grałaś w Chińczyka? Panną madonna, legendą tych lat…

 

Mówi się, że połowa mieszkańców Krakowa to poeci, a druga to kibice Wisły lub Cracovi. Ta atmosfera, udzieliła się chyba X. Świadczyłaby o tym, ta swoista trawestacja Grande Valse Brillante Tuwima i parodia głosu Ewy Demarczyk… Tak sobie pomyślałam, że przed przyjazdem do Krakowa, każdy powinien przeczytać ten fragment z Boya-Żeleńskiego:

 

A czy znasz ty, bracie młody,
Te najmilsze dla Polaków
Szarej Wisły senne wody
I nasz stary, polski Kraków?

A czy znasz ty te ulice,
Puste w nocy, brudne we dnie,
Gdzie się snują eks- szlachcice,
Tępiąc smutne dni powszednie?

A czy znasz ty te kawiarnie
(W całym świecie takich nie ma)
Gdzie dzień cały marnie, gwarnie
Wałkoni się cud-bohema?

Tam wre życie! Kipi, tryska!
W dymu chmurze tytoniowej
Myśli płoną tam ogniska,
Chlebuś piecze się duchowy;

Wszystko tylko Duchem żyje,
Wszystko tylko Pięknem dyszy;
Nigdy ucho tam niczyje
Prozy życia nie zasłyszy;

Estetyczne rozhowory
Rozbrzmiewają od stolików,
Sztukę pcha na nowe tory
Grono c. k. urzędników;

Nic nie mąci głębin myśli,
Nic nie przerwie sennych marzeń -
Żyjem całkiem niezawiśli
Od banalnych kręgów zdarzeń!

Niech się fale zjawisk kłębią
Gdzieś tam w wielkich stolic wirze -
My tu żyjem życia głębią!
(Jak robaki w starym syrze...)

Niech tam sobie inne nacje
Zadzierają nosy w górę -
Kraków też ma swoje racje:
Swoją własną ma "Kulturę"!

Tak więc: chytry jest Germanin,
Francuz - sprośny, Włoch - namiętny,
A zaś każdy krakowianin:
G o ł y   i   i n t e l i g e n t n y.

              * * *

Niech tam Paryż krocie trawi
Na dmimądy i metresy;
Krakowianin się nie bawi
W takie głupie interesy.

Nad gorączką manny złotej
On zwycięstwo odniósł walne;
Nowe puścił w kurs banknoty:
G o ł o   -   i n t e l e k t u a l n e.
Całą siłą swej sugestii
Wytłumaczył zacnej Polsce,
Że wśród wszystkich męskich bestii
DUSZĘ - mają tylko golce.

 

Tadeusz Boy-Żeleński, Pieśń o ziemi naszej

 

Jak golce, to Golec Orkiestra. Gdzieś tam, po drodze, „wkręciła się” nam do głowy ich piosenka Młody Maj

 

Dochodziliśmy do Sukiennic. Rozmawialiśmy o szkolnych czasach. A. obrazowo opowiadała:

- No i matka tego chłopaka, dzwoni do niego po maturze, pyta się: „Co było? Jakie pytania mieliście?”. A on jej odpowiada, pytaniem na pytanie: „A jest coś takiego jak Przedwiośnie?”. Więc ona mówi, że: „Tak”. „To, to właśnie było” jej odpowiedział.

Śmiejemy się.

 

- A wiecie, że u nas też były Sukiennice? – powiedział X.

- Wiemy – odpowiadam.

- A skąd ty to możesz wiedzieć?

- Bo byłam kiedyś u was… w takim małym sklepiku papierniczym, właściciel miał powieszone na ścianie stare ryciny. W pierwszym momencie pomyślałam, że to Kraków. A tam był napis Marienburg.

- A po co byłaś w tym sklepiku? – dopytywał X. z niedowierzaniem, wietrząc chyba jakiś podstęp.

- Kupić pióro - odpowiedziałam z uśmiechem.

- Pióro? Jakie pióro? – z uporem maniaka drążył temat X., spoglądając pytającym wzrokiem na Z.

 

pen.book.jpg

 

- Poszłam do Sienkiewicza (LO) pospisywać nim, te wszystkie „KFiJatki” z tablicy…

- Wkręcasz mnie?

- Nie. Jest lekcja, uczniowie omawiają W pustyni i w puszczy. W domu, za zadanie mieli opisać, która z przygód Stasia i Nel, im się najbardziej podobała. Jedna z uczennic napisała: "Najbardziej podobała mi się przygoda, kiedy Nel zachorowała na febrę. Staś wtedy opiekował się nią i wyruszył do lasu po chińszczyznę…”

- Chyba po Chińczyka – śmieje się Z.

- Co wy za głupoty wygadujecie? Do jakiego lasu, po jakiego Chińczyka, chininę przecież… – wtrąciła się do rozmowy oburzona A.

- Ale to nie koniec, bo na pytanie, skąd Sienkiewicz czerpał inspirację do napisania Krzyżaków, jeden z uczniów odpowiedział, że: „z Google”…

- A ty, to do jakiej szkoły chodziłaś, co? – zapytał trochę urażony X.

- Do takiej, że nasz polonista obsadził mnie w roli Koszałka-Opałka.

Zaczęłam się śmiać.

 

- Z czego się śmiejesz? – dopytywał Z. – może się tym z nami podzielisz?

- Bo… bo, była taka scena, w której Koszałek gubi pióra, szuka braci krasnoludków. Więc wysypałam z księgi pióra. Po wypowiedzianej kwestii, zaczynam chodzić po scenie, trzymam pod pachą atrapę książki, chyba większą ode mnie... Kątem oka spoglądam na pierwszy rząd. Widzę skupioną widownię. Uderzyło mnie to, że dzieci, miały wręcz pootwierane z wrażenia usta. Nagle jeden z chłopców, takim zmartwionym, prawie płaczliwym głosem, pyta się drugiego: „A czego ten Koszałek tak szuka?”. Na co jego kolega, rezolutnie mu odpowiada: „Nie widzisz, że pióra zgubił?”. Nie wiem, ile jeszcze takich kółek wydeptałam… zanim… Zanim za kulisami ktoś się zorientował, że dalszej części tekstu zapomniałam. Pewnie do dziś, bym tak po tej scenie w kółko chodziła.

- To się ciesz, że tego szkolenia nie było we Wrocławiu.

- A to dlaczego? – zapytałam.

- Bo… jakby nam przyszło do głowy, poszukać tych wszystkich krasnoludków zamiast grać w Chińczyka…

 

No właśnie, to co w Krakowie można zobaczyć, nie tylko… o świcie?

 


Podziel się
oceń
153
1

komentarze (45) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Ten, co przezwycięży siebie, zaiste silniejszym jest od tego, co tysiąc mężów w bitwie pokona

O mnie

Teresa Kiedrowska

Urodzona w Gdańsku. Absolwentka Zarządzania i marketingu Uniwersytetu Gdańskiego. Absolwentka Rachunkowości i finansów WSB w Gdańsku. Doświadczony handlowiec. Manager. Trener. Przedsiębiorca.


Lubię poznawać nowych ludzi i miejsca...


Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 150569

Lubię to